Bruksela, która chce pilnować budżetów wszystkich państw Unii, sama tworzy cieplarniane warunki dla swojej biurokracji. Podnosi pensje tysięcy urzędników, które kosztują już miliardy euro. W tym roku urzędnik z Brukseli dostanie o 6,9 proc. więcej na swoje konto.
Z jednej strony rosną wydatki Komisji Europejskiej, z drugiej – do walki z kryzysem powstają agendy generujące nowe koszty. Część z nich zyskała w brukselskim slangu nazwę ink castles, czyli zamki z atramentu, w których powstają tysiące stron nikomu niepotrzebnych raportów.
Od 1 stycznia 2011 r. rozpoczną działalność cztery duże instytucje: Europejski Organ Nadzoru Bankowego (EBA), Europejski Organ Nadzoru Ubezpieczeń i Pracowniczych Programów Emerytalnych, Europejski Organ Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych oraz Europejska Rada Oceny Ryzyka Systemowego. Roczny koszt ich utrzymania to 20 mln euro. – Biura wynajęliśmy w Tower42, jednym z najdroższych budynków londyńskiego City – mówi Efstathia Bouli, rzeczniczka EBA.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.