W ciągu ostatnich 7 lat z polskich miast wyprowadziło się prawie 700 tys. Polaków – wynika z najnowszego raportu GUS. Zmalała liczba miast uznawanych za duże i średnie. Podczas gdy jeszcze w 1998 roku było ich w całym kraju odpowiednio 42 i 189, to dekadę później już tylko 39 i 181. A prognozy mówią, że w 2035 roku w miastach będzie żyło kolejne 2,5 mln ludzi mniej. Ludzie wolą mieszkać albo na wsi, albo w dużej metropolii.

– Problem w tym, że z miast wyjeżdżają młodzi i prężni, więc spada w nich popyt wewnętrzny. Miasto przestaje się rozwijać, więc uciekają kolejni mieszkańcy, i robi się z niego prowincjonalne miasteczko – ocenia prof. Wojciech Łukowski, socjolog miasta.

Kielce jeszcze na początku 2008 roku miały ponad 200 tys. mieszkańców, a pod koniec grudnia 2009 roku dwa tysiące mniej. Kryzys przeżywają Szczecin, Łódź, Olsztyn czy Lublin. Tracą mieszkańców, a co za tym idzie znaczenie gospodarcze. – Władze miast mają teraz ostatni moment, by ten proces przynajmniej spowolnić – mówi dr Jan Korniłowicz z Instytutu Rozwoju Miast.

Wyludniają się zwłaszcza te miasta, które nie wykorzystały szansy rozwojowej

Inaczej grozi nam, że w Polsce zagnieździ się tzw. kapitalizm punktowy – będzie kilka prężnie rozwijających się ośrodków, a między nimi pustka i nędza.

Wyludniają się zwłaszcza te miasta, które nie wykorzystały szansy rozwojowej i nie stworzyły swoim mieszkańcom szansy na dobre życie. – Grozi im nawet nie stagnacja, tylko upadek – prognozuje Korniowicz.

Podobne problemy miały inne kraje. W Niemczech po upadku muru berlińskiego ze wschodnich landów wyjechało ponad 1,5 mln ludzi. Miasta takie jak Lipsk, który w ciągu 10 lat stracił 100 tys. mieszkańców, z prężnych ośrodków stały się niewiele znaczącymi miasteczkami, a otaczające je regiony nie mogą się wydobyć z gospodarczej zapaści.