W PiS rozważano pomysł użycia WOT. Ostatecznie upadł jako zbyt kontrowersyjny.
Reklama
PAP / Rafał Guz
Podczas największej fali demonstracji związanych z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego zaostrzenia prawa aborcyjnego kościoły w Warszawie były zabezpieczane m.in. przez Żandarmerię Wojskową. Szpalery żołnierzy w czerwonych beretach można było zobaczyć na placu Trzech Krzyży i na Krakowskim Przedmieściu. Jak udało nam się ustalić w dwóch niezależnych źródłach, na szczeblu politycznym rozważano, by pójść krok dalej. I do zabezpieczenia demonstracji wysłać żołnierzy Obrony Terytorialnej. – Takie pomysły były – mówi jeden z naszych rozmówców znający kulisy sprawy.
Ich źródłem było otoczenie ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka (to jemu, a nie Sztabowi Generalnemu, podlega OT). Mimo dobrych relacji szefa MON z Nowogrodzką pomysł nie zyskał aprobaty prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który jest również wicepremierem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo.
Niewykluczone, że powodem były kontrowersje, które wywołało wyprowadzenie na ulice Warszawy Żandarmerii Wojskowej. Tak jej obecność na strajku kobiet wyjaśniał kilka tygodni temu na łamach DGP wiceminister obrony Marcin Ociepa: – Jest różnica między wspólnymi patrolami z policją i ochroną miejsc publicznych, co często miało miejsce w przeszłości, a zabezpieczeniem manifestacji. Żandarmi nie towarzyszyli przemieszczającym się manifestantom, nie byli też wyposażeni w sprzęt używany do zabezpieczenia manifestacji – tłumaczył polityk Porozumienia.
– Ulica i spory wewnętrzne to nie jest miejsce dla żołnierzy. Wojsko nie jest od rozstrzygania problemów, które się dzieją w państwie, tylko od obrony granic i suwerenności państwa – stwierdza generał Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych. – Osobiście pamiętam stan wojenny, żołnierze zostali wtedy wręcz znienawidzeni. Nie powinno się tego powtarzać – dodaje były wiceminister obrony.
Na Zachodzie wykorzystywanie formacji wojskowych wewnątrz państwa nie jest jednak tematem tabu. W 2016 r. we Francji po zamachach terrorystycznych do patrolowania ulic (głównie Paryża) wysłano ok. 10 tys. żołnierzy. – Jesteśmy zaangażowani w konflikt, wojnę, w której walczymy z terrorystami. Nie jesteśmy tu tylko po to, by nas było widać – mówił wówczas rzecznik prasowy tej operacji pułkownik Benoît Brulon w rozmowie z brytyjskim „The Guardian”. Także w Belgii po podłożeniu bomb na lotnisku w Brukseli ulice patrolowali żołnierze z długą bronią.
Z kolei w Stanach Zjednoczonych w czerwcu w celu opanowania zamieszek, które wybuchły na tle rasowym, wysłano na ulice kilka tysięcy żołnierzy Gwardii Narodowej.
Również w Polsce 23 października opublikowano rozporządzenie prezesa Rady Ministrów stanowiące, że w „związku z rozprzestrzenianiem się epidemii wywołanej wirusem SARS-CoV-2 i wzrostem zachorowań na terenie kraju na COVID-19 żołnierze Żandarmerii Wojskowej udzielą od dnia 28 października 2020 r. do dnia odwołania stanu epidemii pomocy Policji w zakresie ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego”. To była podstawa prawna do użycia żandarmerii przy strajku kobiet.