Rząd w Londynie mówi przedsiębiorcom, że to ostatni dzwonek, by przygotować się na brexit. Ci jednak nie wiedzą, na co mają być gotowi.
Handel pomiędzy Unią Europejską a Wielką Brytanią będzie prowadzony na dotychczasowych zasadach jeszcze przez 10 tygodni. Co będzie potem, nadal nie wiadomo. Rząd w Londynie przygotował kampanię informacyjną dla biznesu pod hasłem „Czas się kończy”. Władze chcą dotrzeć do brytyjskich przedsiębiorców z informacjami m.in. o tym, że handel z UE od 1 stycznia będzie oznaczał nowe procedury celne, a zatrudnianie „zamorskich obywateli” będzie wiązało się z przygotowaniem firmy na „implementację nowego systemu migracyjnego”. Dzisiaj ma się również odbyć rozmowa online ministrów z przedstawicielami przedsiębiorców.
Zdaniem biznesu to za mało. Według Adama Marshalla, dyrektora generalnego Brytyjskiej Izby Handlowej, wielu przedsiębiorców w tej sytuacji ma problemy z przygotowaniem się do brexitu. – Umowa pomiędzy Unią Europejską a Wielką Brytanią jest zarówno możliwa, jak i krytyczna. Z końcem roku wiele zmieni się dla biznesu, ale umowa dałaby firmom więcej pewności, by mogły się przystosować do nowej sytuacji i ją zaplanować – podkreślił Marshall. Do obaw przedsiębiorców o brexit dochodzi jeszcze pandemia i powrót wraz z drugą falą koronawirusa dotkliwych dla biznesu obostrzeń.
Reklama
Chociaż Wielka Brytania opuściła Unię Europejską 31 stycznia, obie strony dały sobie czas na poukładanie stosunków handlowych. Dlatego do końca roku obowiązuje okres przejściowy, w ramach którego handel odbywa się na dotychczasowych zasadach. I chociaż rozmowy o nowej umowie znalazły się w impasie po zeszłotygodniowym szczycie w Brukseli, brytyjski rząd zapowiada, że o wydłużeniu okresu przejściowego nie ma mowy.
Zgodnie z planem porozumienie handlowe miało zostać zaakceptowane przez UE na szczycie w październiku. Na zeszłotygodniowym spotkaniu przywódcy 27 krajów członkowskich nie mieli jednak czego akceptować. W konkluzjach odnotowali, że brakuje postępów w kluczowych kwestiach i zaapelowali do Londynu, by umożliwił osiągnięcie porozumienia. Na to brytyjski premier Boris Johnson odpowiedział zerwaniem rozmów. Zapowiedział też, że bez zasadniczej zmiany podejścia Brukseli Londyn nie wróci do stołu negocjacyjnego. Przedstawiciele UE nie pojechali więc wczoraj na umówione spotkanie do brytyjskiej stolicy. Ale pomimo zawieszenia rozmów negocjator z ramienia UE Michel Barnier miał rozmawiać telefonicznie po południu ze swoim brytyjskim odpowiednikiem Davidem Frostem, a minister Michael Gove uznał, że drzwi wciąż są „uchylone” dla Brukseli, chociaż szanse na porozumienie – jak mówił w wywiadzie dla telewizji Sky News – są poniżej 50 proc. Po pełnym napięć weekendzie wczoraj kurs funta zaczął rosnąć.
Jak odnotował Bloomberg, na szukanie porozumienia gotowy wydaje się brytyjski parlament. Brytyjscy deputowani są gotowi rozwodnić kontrowersyjną propozycję rządu dotyczącą jednostronnych zmian w uzgodnionym z UE protokole dotyczącym granicy irlandzkiej. Bruksela uznała to za nieakceptowalny ruch i uruchomiła wobec Londynu procedurę stwierdzenia naruszenia europejskiego prawa. Jeśli teraz Wielka Brytania wycofałaby najbardziej kontrowersyjne propozycje, Unia Europejska również mogłaby zrobić krok wstecz w takich kwestiach jak rybołówstwo, dostęp do rynku usług finansowych i tego, jaki organ będzie rozstrzygał spory prawne pomiędzy obiema stronami: brytyjską i unijną.