Sprzeciw wobec pandemicznych ograniczeń to nie tylko polska specjalność. W innych krajach to też problem.
Reklama
Jak się okazuje, pandemiczne protest songi pisze nie tylko Iwan Komarenko, niegdyś wokalista związany z zespołem „Iwan i Delfin”. W tym gronie znalazł się również nestor rocka Van Morrison. Autor „Brown eyed girl” kilka dni temu wypuścił piosenkę „Born to be free”, w której sprzeciwia się obostrzeniom czasów pandemii, a w przyszłym miesiącu planuje premiery jeszcze dwóch. Szczególnie smakowicie zapowiada się utwór „No more lockdown”, którego cyfrową premierę zaplanowano na 23 października.
„Nigdy więcej lockdownu; nigdy więcej rządu, który pozwala sobie za dużo; nigdy więcej faszystowskich osiłków pozbawiających nas spokoju”, śpiewa w utworze nestor rocka. „Nigdy więcej odbierania nam wolności i praw danych od Boga, udając, że to dla naszego bezpieczeństwa, chociaż tak naprawdę chodzi o zniewolenie”, ciągnie dalej muzyk.
Bard z Irlandii Północnej nie jest sam. Ostatnio dołączył do niego Noel Gallagher z zespołu Oasis, który w wywiadzie skrytykował wymóg noszenia maseczek. „Nie noszę żadnej. Jeśli z tego powodu złapię wirusa, to moja odpowiedzialność, a nie kogoś innego”, stwierdził artysta. „Nie wymaga tego żadne prawo. Zabiera się nam teraz zbyt dużo swobód”, kontynuował. Kiedy prowadzący wywiad mimo to starał się argumentować za noszeniem maseczek, Gallagher nazwał go „tchórzliwym zarazkofobem”.
W Hiszpanii, gdzie druga fala przybrała katastrofalne rozmiary, kimś takim jest Miguel Bosé, wokalista z paroma dekadami pracy estradowej. Muzyk w swoich wypowiedziach posuwa się jednak znacznie dalej niż Morrison czy Gallagher. Zdaniem artysty koronawirus został stworzony po to, żeby poddać ludność świata bezprecedensowej kontroli za pomocą „mikroczipów i nanobotów” – proces, do realizacji którego niezbędna będzie również sieć komórkowa piątej generacji. Bosé na samym Twitterze miał 3,1 mln obserwujących, ale na początku września portale społecznościowe pozamykały jego konta. Teraz udziela się, nagrywając rozmowy z blogerami, którzy wyznają teorie spiskowe.
Muzycy wypowiadali się przeciw środkom ostrożnościowym także w Holandii; wykorzystywali do tego m.in. hasztag na Twitterze „nie biorę już w tym udziału”. Tak zrobiła również internetowa gwiazdka Famke Louise, która wzbudziła tym zresztą spore kontrowersje, ponieważ wcześniej za pieniądze wzięła udział w kampanii informacyjnej rządu na temat środków ostrożności właśnie. I chociaż celebrytka ostro tłumaczyła się, co dokładnie miała na myśli w telewizji, to niektórzy politycy zażądali, aby zwróciła swoją gażę. Ostatecznie jednak rząd zadecydował, że nie będzie takiej potrzeby.
Celebryci, chociaż przyciągają uwagę, są jednak tylko częścią zjawiska zmęczenia środkami ostrożności czy niechęcią przed wprowadzaniem kolejnych, jakie nasila się w krajach dotkniętych pandemią. W stolicach wielu z nich – m.in. w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy w Niemczech – doszło do gromadzących wiele tysięcy osób manifestacji, których uczestnicy nie przejmowali się wymogami dystansowania społecznego.
Protest w Londynie, który miał miejsce w ten weekend, przyciągnął wiele oryginalnych osobistości, w tym Kate Shemirani, pielęgniarkę zawieszoną w obowiązkach przez wzgląd na publiczne komentarze sprzeciwiające się obowiązkowym szczepieniom czy Piersa Corbyna, brata byłego lidera brytyjskiej Partii Pracy nieuznającego skuteczności środków ostrożności. „Antycovidowe zasady nie mają żadnego uzasadnienia, to ściema”, grzmiał Corbyn. „Noszenie maski to bzdura, to jak zmuszanie muchy, żeby nie latała przez ogrodzenie. Głupie po prostu”, ciągnął dalej.
Wśród przemawiających do tłumu zebranego przy Placu Trafalgarskim znalazł się także były piłkarz i komentator sportowy, a także orędownik wielu teorii spiskowych (w tym dotyczących obecności pozaziemskiej cywilizacji na Ziemi) David Icke. „Nie oddamy naszego życia w ręce takich ludzi jak minister zdrowia Matt Hancock – człowiek, któremu nie drgnąłby nawet kapelusz, gdyby jego mózg zamienił się w proch”, krzyczał do zgromadzonych, którzy podczas protestu skandowali najczęściej słowo „wolność”.
Różnorodne postaci przyciągają również protesty w Niemczech. Na największym dotychczas, który miał miejsce w Berlinie pod koniec sierpnia, obawiający się sieci komórkowych maszerowali ramię w ramię z przeciwnikami energii atomowej oraz skrajną prawicą (ze strony tych ostatnich doszło zresztą do próby wtargnięcia do parlamentu; interweniowała policja). Sami przeciwnicy środków ostrożnościowych są jednak bardziej umiarkowani i zgromadzili się za Odrą pod nazwą „Querdenkern”, czyli „nonkomformiści”.
Jednym z głównych organizatorów ich wieców jest niejaki Michael Ballweg, przedsiębiorca z branży IT. Niewiele o nim wiadomo, gdyż jak z przekąsem stwierdził na swojej stronie dziennik „Sueddeutsche Zeitung”, Ballweg nie przepada za udzielaniem wywiadów krytycznym mediom, a żeby się o takowy postarać, trzeba najpierw wypełnić na jego stronie ankietę (gwarancji jednak nie ma). Swoją obecność medialną Ballweg jednak zwiększył po proteście w Berlinie, gdzie dystansował się przed obecnością skrajnej prawicy.
W ostatni weekend miał się również odbyć duży protest w Madrycie. Władze jednak go zakazały przez wzgląd na wprowadzenie lockdownów na poziomie poszczególnych osiedli – metoda, po którą sięgnięto, aby nie paraliżować życia w całej stolicy, pomimo dramatycznie zwiększającej się liczby stwierdzonych infekcji. W stolicy kraju wielokrotnie już jednak dochodziło do demonstracji; Hiszpanie są zmęczeni wyrzeczeniami, które w ich opinii nic nie dają, skoro druga fala jest cięższa od pierwszej. W ślad za tym pogarsza się również zaufanie do władz i nauki; tylko jedna trzecia mieszkańców kraju mówi otwarcie, że chciałaby zaszczepić się przeciw koronawirusowi.