W razie wygranej Biden może scedować na nią kontaktowanie się ze światem.
Reklama
Kampania przed tegorocznymi wyborami prezydenckimi w Ameryce koncentruje się przede wszystkim na dwóch sprawach wewnętrznych: pandemii i protestach przeciwko brutalności policji. Polityka zagraniczna schodzi na dalszy plan. Ale po zaprzysiężeniu nowego prezydenta kwestie zaangażowania Ameryki w świat będą bardzo istotne. Na wypadek zwycięstwa demokratycznego duetu warto się przyjrzeć, jakie poglądy na tę sprawę ma kandydatka na zastępczynię Bidena, senator Kamala Harris. Jeżeli powtórzyłby się scenariusz z czasów Obamy, który kwestie zagraniczne scedował na wiceprezydenta Joego Bidena (regularnie jeździł do Pekinu i Kijowa), to właśnie z nią przyjdzie rozmawiać polskiemu rządowi. Sam kandydat demokratów sugeruje taki obrót spraw. „Kamalo, byłaś ostatnio Bidenem surogatem i ufam ci bardzo” – powiedział, prezentując Ameryce swą zastępczynię.
Zacznijmy od tego, że Harris zasiada w komisji ds. wywiadu Senatu i ma wobec tego wgląd w najpilniej strzeżone sekrety amerykańskich służb. Chwalą ją zasiadający w tym panelu republikanie za jej zdolność do poszukiwania kompromisów. „Trzyma się zasad, jest bystra i twarda” – powiedział o niej jej republikański kolega z komisji, senator Roy Blunt z Missouri.
O ile Donald Trump próbuje sportretować ją na Twitterze jako „radykalną lewaczkę”, o tyle jej głosowania w sprawach bezpieczeństwa narodowego pokazują mocno centrowy kurs. Z pewnością kalifornijska senator jest zwolenniczką tego, żeby Stany Zjednoczone były dalej żandarmem całego świata, w przeciwieństwie do trumpowskiej doktryny America First. „Największym osiągnięciem amerykańskiej polityki zagranicznej było stworzenie powojennego ładu, w tym procedur, instytucji oraz szerzenie demokracji w różnych zakątkach świata” – napisała Harris w ankiecie, jaką przed rozpoczęciem prezydenckiej kampanii wysłał jej think tank Council on Foreign Relations. Kandydatka wierzy, że siła Ameryki opiera się na sojuszach. „Częścią naszej potęgi jako narodu, a w konsekwencji zdolności do samoobrony, jest nie tylko to, że mamy sprawne wojsko, ale że gdziekolwiek nie pojawią się emisariusze amerykańskiego rządu, to są traktowani z szacunkiem. A to dlatego, że jako partner jesteśmy lojalni” – stwierdziła podczas jednej z debat przed demokratycznymi prawyborami.
Harris głosowała mocno na prawo od lewicowych gwiazd Partii Demokratycznej, czyli Berniego Sandersa i Elizabeth Warren. Opowiedziała się przeciwko flagowej ustawie autorstwa tego pierwszego, który chciał zmniejszyć budżet Pentagonu o 10 proc. Wynika to też z tego, że reprezentuje w Senacie Kalifornię – stan, w którym mieszkają dziesiątki tysięcy czynnych żołnierzy oraz ich rodziny. Z drugiej strony wzywała do powrotu do porozumienia nuklearnego z Iranem, z którego jednostronnie wycofał się rząd Donalda Trumpa. Głosowała za ograniczeniem sprzedaży broni Arabii Saudyjskiej po brutalnym, zleconym przez Rijad zabójstwie dziennikarza Dżamala Chaszukdżiego. Jej lewicowi krytycy twierdzą, że powinna była sprzeciwiać się handlowi z Saudami już wcześniej, w odpowiedzi na kryzys humanitarny w Jemenie, gdzie Arabia Saudyjska walczy o wpływy z Iranem, kosztem cierpiącej ludności cywilnej.
Rozczarowała też lewicę w jednej z kluczowych spraw: była przeciwna całkowitemu wycofaniu się wojsk amerykańskich z Afganistanu. Kiedy jeszcze walczyła o partyjną nominację przed prawyborami demokratów, oświadczyła, że chce powrotu żołnierzy USA do domu, ale „rozsądnie, z pozostawieniem części kontyngentu wspierającej afgańskie władze w procesie pokojowym w regionie”. Trzeba dodać, że ma tu identyczne poglądy jak Biden.
W centralnej dla amerykańskiej racji stanu kwestii chińskiej Kamala zajmuje stanowisko jak większość demokratów głównego nurtu. Krytykowała Pekin za łamanie praw człowieka w podejściu do Ujgurów, muzułmańskiej mniejszości zamieszkującej zachodnią część kraju, oraz za próby stłumienia antychińskich protestów w Hongkongu i odebrania Specjalnemu Regionowi Administracyjnemu autonomii. I, ramię w ramię z Bidenem, surowo potępiała Chiny za manipulowanie przy danych o pandemii.
Progresywne skrzydło Partii Demokratycznej zachęca do ewaluacji wieloletniego partnerstwa amerykańsko-izraelskiego, w związku z obawą o coraz bardziej autorytarne dążenia Binjamina Netanjahu. Dlatego jego przedstawicielom nie spodobało się to, że Biden wybrał Kamalę. Harris w Senacie głosowała bowiem zazwyczaj w sprawach dotyczących Izraela i Palestyny jak Partia Republikańska. W styczniu 2017 r. poparła krytykę ONZ, która potępiła USA za wspieranie osadnictwa izraelskiego na terenach Autonomii Palestyńskiej. Rok później przemawiała podczas konferencji Amerykańsko-Izraelskiego Komitetu Spraw Publicznych (AIPAC), potężnej organizacji lobbingowej walczącej o utrzymanie status quo w relacjach Waszyngtonu z Jerozolimą. „Wierzę, że więzi między naszymi krajami są nierozerwalne” – stwierdziła wówczas Harris.
Senatorka opowiada się także za powrotem Stanów Zjednoczonych do porozumienia paryskiego w sprawie walki ze zmianami klimatu. „Rządy na całym świecie powinny likwidować niebezpieczne elektrownie węglowe, a nie uruchamiać nowe i jednocześnie podkreślać, że sprawa ta powinna być w tym momencie najważniejsza”, powiedziała we wspomnianej ankiecie wysłanej Council on Foreign Relations. „Ameryka powinna również odegrać wiodącą rolę w nakłanianiu instytucji międzynarodowych do wykorzystania swoich wpływów do zaprzestania dotowania nieekologicznych paliw” – dodała.
Harris była przeciwna wycofaniu wojsk USA z Afganistanu