Demokraci liczą na mobilizację Afroamerykanów.
Joe Biden wybrał na kandydatkę na wiceprezydenta afroamerykańską senatorkę z Kalifornii. To wybór bezpieczny i najbardziej oczywisty z możliwych. Pisaliśmy o tym scenariuszu już w styczniu, bo – wedle tego, co usłyszeliśmy wśród działaczy Partii Demokratycznej – Harris zawarła z Bidenem umowę, wycofując się z rywalizacji o nominację stronnictwa w wyborach prezydenckich, zanim zaczęły się prawybory. Jej obszerną sylwetkę przedstawialiśmy w zeszłym tygodniu.
Reklama
John Nance Garner, konserwatywny południowiec i przewodniczący Izby Reprezentantów na przełomie lat 20. i 30. poprzedniego wieku, gdy został wiceprezydentem u progresywnego Franklina D. Roosevelta, powiedział, że wiceprezydetura „nie jest warta więcej niż wiadro ciepłego moczu”. Od prawie 90 lat słowa te są mottem amerykańskiej polityki, ale mimo to rzeczywistość się zmieniła. Dick Cheney i Joe Biden byli bardzo silnymi i niezależnymi politycznie wiceprezydentami. Harris ma szansę pójść w ich ślady, tym bardziej że 78-letni Biden jako potencjalny prezydent będzie potrzebować wsparcia kogoś o pokolenie młodszego i gotowego do przejęcia schedy, gdyby z jakichkolwiek powodów zaszła taka potrzeba.
Kamala Harris to bezpieczny wybór także dlatego, że wszystkie jej trupy w szafie zostały już wyciągnięte. Wygrała wybory na senatora, a wcześniej na prokuratora generalnego Kalifornii, największego stanu USA i jej ówcześni rywale zebrali całą kartotekę spraw, które mogłyby ją skompromitować. Wszystkie te sprawy są już na stole, w tym przede wszystkim jej bardzo surowe podejście do oskarżania osób, które sądzono za posiadanie narkotyków na własny użytek. I nie zaszkodziły jak dotąd popularności Harris.
Kandydata na wiceprezydenta wybiera się pod kątem tego, jak może się przysłużyć w kampanii i pomóc zdobyć Biały Dom. Kiedyś typowano zwykle kogoś, kto zwiększał szanse w zdobyciu jakiegoś ważnego stanu. Kalifornia jest jednym z najbardziej lewicowych w całych Stanach, więc tym razem nie o to chodzi. Zadaniem kandydatki będzie mobilizowanie afroamerykańskich wyborców. To, że cztery lata temu czarni obywatele w miastach takich jak Milwaukee, Detroit, Pittsburgh i Filadelfia zostali w domu, zdecydowało o klęsce Hillary Clinton w trzech kluczowych stanach i utracie marzeń o prezydenturze. Harris może też przyciągać do Bidena białe kobiety, od 2018 r. kluczowy elektorat w każdych przyszłych wyborach, bo dotąd konsekwentnie głosujący na republikanów, ale wskutek rozczarowania obyczajami Trumpa zerkający w stronę demokratów.
Chodzą słuchy, że Biden i Harris niespecjalnie się lubią. On, gdyby miał się kierować sercem, wybrałby Susan Rice, specjalistkę od polityki zagranicznej i jastrzębia w sprawach demokracji i praworządności. Ale Rice jak dotąd nigdy nie ubiegała się o wybieralne stanowisko i nie jest sprawdzona w bojach. Jednak wybór nielubianej Kamali nie musi oznaczać od razu konfliktu. Obama i Biden też za sobą szczególnie nie przepadali, a potem stali się sobie bliscy jak ojciec i syn.