Rzeźnia jest od około czterech tygodni nieczynna z powodu zarażenia znacznej części jej pracowników koronawirusem.

Nie wydano natomiast jeszcze zezwolenia na rozbiór mięsa, o czym władze mają zadecydować dopiero po zaplanowanej na czwartek kolejnej inspekcji. Jeśli decyzja będzie pozytywna, w piątek podejmie się próbny rozruch zakładów.

Według Toenniesa, w Rheda-Widenbrueck dokonywano każdego dnia uboju od 20 tys. do 25 tys. sztuk trzody chlewnej. Urzędowa maksymalna dzienna wydajność przerobowa rzeźni to 30 tys. sztuk. Jej zamknięcie spowodowało znaczne perturbacje rynkowe, gdyż hodowcy stracili możliwość bieżącej sprzedaży wystarczająco utuczonych świń i uzyskiwania miejsca dla nowych miotów prosiąt.

Reklama

Koronawirusa wykryto u około 1,4 tys. spośród ponad 7 tys. pracowników zakładów w Rheda-Wiedenbrueck. Podobnie jak cała niemiecka branża mięsna, przeszły one w znacznym stopniu na system zatrudniania pracowników firm zewnętrznych, którego główną podporą są mieszkający zwykle w zatłoczonych, tanich kwaterach obywatele państw wschodniej i południowo-wschodniej części Unii Europejskiej. Połowę załogi największej niemieckiej rzeźni stanowią Rumuni, pracuje tam również 900 Polaków.

Szerzenie się koronawirusa wśród pracowników Toenniesa spowodowało czasowe wznowienie sanitarnych przedsięwzięć prewencyjnych w obejmującym Rheda-Wiedenbrueck powiecie Guetersloh i w sąsiednim powiecie Warendorf. (PAP)