Strażacy i inne służby kontynuują w środę gaszenie pożaru bagiennych łąk i lasu w tzw. basenie środkowym Biebrzańskiego Parku Narodowego - największego w kraju obszaru chronionego. Pracownicy parku szacują, że obszar objęty - trwającym z przerwami od niedzieli - obejmuje już blisko 4 tys. hektarów.
Reklama

W nocy park informował, że ogień rozprzestrzenia się w kierunku zachodnim - Dawidowizny, Wólki Piasecznej i Goniądza. Opublikował też wtedy zdjęcia satelitarne wykonane rano we wtorek; wynika z nich, że już wówczas obszar, który strawił ogień, sięgał 1,5 tys. ha.

"Pali się dalej, na linii Dawidowizna aż po Grzędy. Na wysokości Dawidowizny ogień się zatrzymał, ale ten pożar przesuwa się teraz w kierunku północnym" - powiedział PAP dyrektor Biebrzańskiego PN Andrzej Grygoruk, który jest na miejscu.

Strażacy oceniają, że ogień przeniósł się w głąb parku i nie zagraża budynkom mieszkalnym czy gospodarskim; w kilku miejscach są specjalne posterunki Ochotniczej Straży Pożarnej. Tak jest m.in. Grzędach, Dawidowiźnie, Bartlowiźnie i Wroceniu. "Będziemy działać dalej" - zapewnił dyżurny całodobowego stanowiska kierowania Podlaskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP w Białymstoku. Planowane są kolejne zrzuty wody z samolotów i udział w działaniach m.in. żołnierzy WOT.

Służby podkreślają, że ogień przemieszcza się w terenie (nieużytki, zarośla wierzbowe i trzcinowiska), do którego jest bardzo trudny dostęp przy użyciu ciężkiego sprzętu, więc strażacy ze sprzętem podręcznym muszą czasami do miejsca akcji dojść na piechotę kilka kilometrów. Do tego nawet po ugaszeniu na powierzchni gruntu, ogień wciąż może tlić się długo w torfowym podłożu i jest ponownie wzniecany przez podmuchy wiatru. Ugasić takie miejsca mogą jedynie opady deszczu, a tego brak i nie widać go w najbliższych prognozach pogody.

Jak poinformował w rozmowie z PAP rzecznik prasowy KG PSP st. kpt. Krzysztof Batorski, decyzją Komendanta Głównego PSP st. bryg. Andrzeja Bartkowiaka uruchomiono Centralne Odwody Operacyjne w Poznaniu i Krakowie. Wkrótce na miejsce ma dojechać ok. 180 strażaków.

Jak przekazała Komenda Główna PSP, na miejsce wysłano również ciężki samochód dowodzenia i łączności, który do Biebrzańskiego Parku Narodowego jedzie z Poznania. Na miejscu ma zostać również zbudowany sztab, którym najprawdopodobniej dowodził będzie Komendant Wojewódzki PSP z Białegostoku.

"Akcja jest bardzo trudna, również dlatego, że nie da się tam wjechać samochodami. Strażacy, by dotrzeć na miejsce muszą iść pieszo przez około pięć kilometrów. Do gaszenia ognia używają tłumic, czyli tyczek zakończonych blachą. Pożar gasi się uderzając w ogień" - opowiada Batorski.

Ze zdjęć satelitarnych zrobionych we wtorek rano wynika, że już wówczas obszar, który strawił ogień, sięgał 1,5 tys. ha. Nowszymi jeszcze park nie dysponuje, ale w oparciu o dostępne dane m.in. z dronów (w tym drona z termowizją, który mają Wojska Obrony Terytorialnej) i informacje od służb w różnych miejscach, obszar objęty pożarem szacowany jest na blisko 4 tys. ha. To oznacza, że we wtorek ten teren powiększył się o kolejne 2,5 tys. ha.

"Premier na tym etapie zdecydował o przekazaniu dodatkowo 600 tys. zł, aby wspomóc działania związane z działaniami przeciwpożarowymi w Biebrzańskim Parku Narodowym. Dzisiaj odbędzie się też odprawa służb. Od samego początku służby zajmujące się ratowaniem działają z najwyższym priorytetem w tym obszarze" - powiedział PAP rzecznik rządu.

Dodał, że premier "chce osobiście odebrać raport służb i podjąć ewentualne inne decyzje, jeżeli będą konieczne, co do jeszcze większego zaangażowania" Piotr Müller.

Trzy dni akcji gaśniczej w Biebrzańskim Parku Narodowym kosztowały do tej pory Lasy Państwowe 0,5 mln zł - poinformowała w środę rzeczniczka Lasów Anna Malinowska.

Malinowska wyjaśniła, że pożar, jaki wybuchł w Biebrzańskim Paku Narodowym, jest największym od dekad.