Kraj Środka przeniósł rywalizację ze Stanami Zjednoczonymi na poziom oskarżeń o wywołanie epidemii.
Reklama
Choć pierwszy oficjalny przypadek zakażenia nienazwanym jeszcze wówczas koronawirusem miał miejsce w Wuhanie 31 grudnia 2019 r., a według „South China Morning Post” z Hongkongu lekarzom udało się prześledzić szlak zakażeń aż do 17 listopada, władze w Pekinie przekonują, że SARS-CoV-2 nie jest pochodzenia chińskiego.
W czasach tak niecodziennych kryzysów, jak obecna pandemia, teorie spiskowe rozprzestrzeniają się równie sprawnie, co wirusy. Nie inaczej było w Chinach. Już w styczniu w tamtejszych sieciach społecznościowych można było przeczytać, że koronawirus został przywleczony do ChRL przez amerykańskich agentów. Chińskie trolle promowały tę wersję poza granicami kraju. Ostatnio jednak także władze w Pekinie ochoczo wchodzą w buty internetowych hejterów.
W ubiegłym tygodniu rzecznik chińskiego MSZ Zhao Lijian zasugerował, że pacjent zero był Amerykaninem, co Biały Dom ma ukrywać, a jego kolega z resortu Geng Shuang dodawał, że wirus musiał powstać w którymś z zachodnich laboratoriów. W odpowiedzi amerykański Departament Stanu wezwał na dywanik chińskiego ambasadora Cui Tiankaia. – Chiny próbują odwrócić uwagę od krytyki za rolę w rozpoczęciu pandemii i ukrywaniu choroby przed światem – atakował David Stilwell z resortu w Waszyngtonie.
Teoria spiskowa, którą wsparli chińscy dyplomaci, opiera się na założeniu, że wirus został wypuszczony w Wuhanie podczas Światowych Wojskowych Igrzysk Sportowych, które odbyły się w październiku 2019 r. Wzięło w nich udział 9308 mundurowych ze 110 krajów, w tym 172 żołnierzy US Army. W styczniu agencja Xilu, opisywana jako mająca powiązania z chińskim wojskiem, napisała nawet, że wirus został wyprodukowany w USA w taki sposób, by uderzać zwłaszcza w chińskie geny. Artykuł został jednak zdjęty z portalu.
Tego typu rewelacje to część kontrofensywy propagandowej, będącej reakcją na oskarżenia płynące pod adresem Pekinu o zbagatelizowanie pierwszych przypadków zachorowań w prowincji Hubei i ukrywanie informacji na ich temat, co miało ułatwić rozlanie się epidemii na pozostałe regiony Chin, a później i inne państwa. Pekin odrzuca te oskarżenia i protestuje przeciwko wykorzystywaniu sformułowań w rodzaju „chiński wirus” czy „wirus z Wuhan” jako stygmatyzujących ChRL.
Równocześnie media chętnie opisują każdy przypadek ponownego przywleczenia wirusa na teren Chin z zagranicy i wsparcie oferowane przez władze w Pekinie Włochom i innym państwom zachodnim dotkniętym epidemią. Od poniedziałku wszystkich obcokrajowców chcących wjechać do stolicy ChRL obowiązuje 14-dniowa kwarantanna. W Pekinie ponownie otwarto szpital Xiaotangshan, specjalnie dla pacjentów, którzy zarazili się za granicą.
Amerykańscy politycy nie są bezczynni. Niektórzy, w tym Donald Trump, podjęli rękawicę. Prezydent w ciągu minionej doby dwukrotnie tweetował o „chińskim wirusie”. Notorycznie używają tego sformułowania także inni republikańscy politycy. Najdalej poszedł Tom Cotton, senator z Arkansas, który w lutym sugerował, że koronawirus powstał w chińskim laboratorium produkującym broń biologiczną. Większość naukowców jest zgodna, że epidemia to efekt przekroczenia przez SARS-CoV-2 granicy międzygatunkowej. Doszło do tego najpewniej na rynku zwierzęcym Huanan w Wuhanie.