Młodzieżowe strajki w Niemczech nabierają antyrządowych barw.
Jutro w Niemczech odbędą się protesty organizowane pod szyldem Piątki dla Przyszłości (FFF). Organizatorzy zarejestrowali demonstracje w ponad 500 miastach i spodziewają się rekordowej frekwencji. Dotychczas najwięcej, bo według organizatorów aż 1,4 mln osób, wyszło na ulicę 20 września.
Zwyczaj piątkowych protestów zapoczątkowała szwedzka nastolatka Greta Thunberg. Najmocniejsze i najliczniejsze zarazem struktury ten globalny ruch zbudował u naszych zachodnich sąsiadów. Tam do młodzieży szkolnej szybko przyłączyli się także studenci i ich rodziny, a cała grupa dostała błogosławieństwo od przedstawicieli świata nauki.
Reklama
Ruch z kolejnymi miesiącami staje się coraz bardziej krytyczny wobec polityki klimatycznej rządu. Koalicyjny gabinet Angeli Merkel kłóci się obecnie o rozłożenie akcentów w ustawie, która ma określić plan dla krajowej transformacji energetycznej na najbliższe dwie dekady, tak żeby do 2030 r. 65 proc. energii pozyskiwać z czystych źródeł, a do 2038 r. zrezygnować ze spalania węgla.

Reklama
Biznesowe skrzydło Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej próbuje rozmiękczyć przepisy, dając więcej czasu na działanie elektrowniom węglowym. Ostrzejszych regulacji żądają socjaldemokraci. Podczas wczorajszego przemówienia w Bundestagu Merkel nazwała zmiany klimatyczne najważniejszym wyzwaniem Niemiec.
Tymczasem aktywiści FFF dokument, nad którym głowią się politycy w Berlinie, określają mianem „śmiesznego”. Liderzy ruchu nie tylko próbują wywierać presję na legislatywę, ale i wpływać na przyszły układ polityczny. Nieoficjalna liderka ruchu, 23-letnia Luisa Neubauer, zaapelowała do członków Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD), aby w trwającym głosowaniu na nowe władze partii poparli kandydatów, którym bliżej do zerwania koalicji z chadecją. – Również członkowie SPD mogą przyczynić się do tego, że Niemcy obudzą się z politycznej stagnacji klimatycznej – tłumaczyła Neubauer.
W ten weekend młodzież nie zamierza poprzestać na ulicznych marszach. W sobotę kilka tysięcy działaczy organizacji To Już Koniec (Ende Gelände) zamierza nielegalnie wtargnąć i okupować teren dwóch kopalń węgla na wschodzie Niemiec. – Nie mamy wyboru – mówi DGP Sina Reisch, rzeczniczka ruchu. – W samych Niemczech na ulicę wyszło już 1,5 mln ludzi, a rząd nie robi nic – uważa Reisch i wymienia cele protestów: natychmiastowe odejście od węgla oraz od modelu rozwoju państwa opartego tylko na wzroście ekonomicznym.
Nie tylko Berlin będzie musiał zmagać się z rosnącą presją w kwestiach polityki klimatycznej. Zatwierdzona wczoraj na nową szefową Komisji Europejskiej Niemka Ursula von der Leyen już w trakcie promowania swojej kandydatury najwięcej mówiła o europejskim zielonym ładzie, którego ramy zakładają redukcję o 55 proc. emisji CO2 w UE do 2030 r. W dokumencie, który dziś trafi na stół von der Leyen, a którego treść DGP widziało, 30 firm, wśród nich Nestlé i Unilever, wzywa Komisję do działań na rzecz neutralności klimatycznej poprzez wsparcie sprzedaży zeroemisyjnych samochodów ciężarowych i dostawczych. „Emisje z transportu stanowią obecnie 27 proc. całkowitych emisji w UE i rosną już czwarty rok z rzędu” – argumentują sygnatariusze.