Zamieszanie wokół możliwego impeachmentu zaostrzyło relacje Pompeo z Trumpem.
Reklama
Według magazynu „Time” Mike Pompeo chce się w przyszłym roku ubiegać o mandat senatora z Kansas. Na emeryturę odchodzi bowiem 83-letni Pat Roberts i zwalnia się miejsce idealne dla dalszego rozwoju kariery politycznej Pompeo. Establishmentowi Partii Republikańskiej i jej Komitetowi Wyborczemu też zależy na jego starcie, bo to rozwiązywałoby kłopot, jaki mają z Kansas. To bardzo republikański, rolniczy stan, ale do prawyborów zgłosił się tam ultraprawicowy Kris Kobach, który rok temu przegrał pojedynek o stanowisko gubernatora z demokratką i partyjni bossowie obawiają się, że jest niewybieralny.
Dlatego dla Pompeo, jego stronnictwa i samego Donalda Trumpa, który coraz mniej ufa szefowi swojej dyplomacji, byłoby to rozwiązanie idealne. Prezydent napisał na Twitterze, że jeżeli Kansas i republikańska większość w Senacie potrzebują Pompeo, to powinien podjąć to wyzwanie. Głowa państwa dała tym samym do zrozumienia, że nie planuje na siłę zatrzymywać ministra w resorcie.
Mike Pompeo poważnie myśli o udziale w wyborach prezydenckich w 2024 r. Zastanawia się więc, jak w miarę gładko rozluźnić swoje więzi z Trumpem i uniknąć kompromitacji, która może go czekać w związku z kolejnymi przesłuchaniami dyplomatów i pracowników resortu przed komisjami Izby Reprezentantów, prowadzących śledztwo w kierunku impeachmentu. Im dłużej pozostanie na stanowisku, tym większa może go spotkać krytyka za to, że nie bronił dostatecznie ludzi na amerykańskich placówkach przed presją prezydenta.

Reklama
Na razie nie słychać, kto mógłby zastąpić Pompeo w Departamencie Stanu. Jedno jest pewne: z Trumpem nie chcą pracować dyplomaci, którzy z tą misją związali całą karierę. Odkąd w Białym Domu zasiadł The Donald, sytuacja w dyplomacji radykalnie się pogorszyła. Zmienił się model zarządzania sprawami międzynarodowymi. Nowy prezydent zaczął publicznie szydzić z dyplomatów, oparł się w zasadzie wyłącznie na konsultacjach z wojskowymi i to żołnierzom powierzał zarezerwowane dotąd dla cywilów stanowiska w Departamencie Stanu oraz międzynarodowe misje w imieniu Ameryki.
Jednocześnie mocno uszczuplił budżet MSZ. A poprzednik Pompeo na stanowisku, biznesmen z branży naftowej Rex Tillerson, nie znał skomplikowanej struktury Foggy Bottom i pogubił się w polityce kadrowej. Zaczął zwalniać wytrawnych dyplomatów różnego szczebla, często związanych z dyplomacją od czasów rządzącego w latach 1977–1981 Jimmy’ego Cartera. Poza tym kilkanaście stanowisk wiceministrów i dyrektorów departamentów długo pozostawało nieobsadzonych.
Co więcej, Trump regularnie obraża na Twitterze światowych liderów. Nieznany dotąd światu model korespondencji amerykańskiego prezydenta nie tylko ze swoimi wyborcami oraz opozycją, lecz także z przywódcami krajów, zarówno partnerskich, jak i wrogich, spowodował jeszcze większą marginalizację tradycyjnej dyplomacji. W ten sposób Ameryka sama pozbawia się przywództwa w demokratycznym świecie, ustępując miejsca nawet nie tyle Francji i Niemcom, co przede wszystkim Chinom. To Pekin po wycofaniu się USA z karty paryskiej, czyli globalnego międzynarodowego porozumienia w sprawie redukcji emisji gazów cieplarnianych, zaczął zabiegać – chociaż jest w tym cyniczny – o rolę lidera w trosce o ochronę środowiska.