W dobie konfliktu handlowego sojusznicy z Azji Południowo-wschodniej są dla Stanów Zjednoczonych ważniejsi niż kiedykolwiek.
Reklama
O wzroście znaczenia regionu Azji i Pacyfiku świadczy kilkudniowa podróż, którą odbywa właśnie sekretarz stanu Mike Pompeo. Dzisiaj i jutro szef amerykańskiej dyplomacji weźmie udział w szczycie Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) w Bangkoku, w niedzielę odbędzie serię spotkań w Australii, zaś w poniedziałek odwiedzi Mikronezję.
Przez wzgląd na rosnącą potęgę Chin kluczowe jest zwłaszcza spotkanie w stolicy Tajlandii. Kraj ten razem z pozostałymi dziewięcioma członkami stowarzyszenia, jak Indonezja czy Wietnam, jest naturalnym sojusznikiem Waszyngtonu w regionie, w którym Państwo Środka prowadzi coraz bardziej asertywną politykę. – Wiele z tych krajów patrzy w podobny do naszego sposób na to, jak powinien wyglądać ich region i w jaki sposób najlepiej rozwijać gospodarkę. Prawie wszyscy podzielają nasz pogląd, że liberalna gospodarka przynosi najlepsze efekty – mówił Pompeo do dziennikarzy podczas lotu do Bangkoku.
Państwa stowarzyszenia patrzą na Waszyngton głównie przez pryzmat współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa, zwłaszcza od kiedy Chiny wprowadziły taktykę faktów dokonanych, stawiając na wodach Morza Południowochińskiego sztuczne wyspy wraz z bazą wojskową. Pekin nie wyklucza dalszej ekspansji na tym obszarze, o którego przynależność spiera się z kilkoma państwami ASEAN, i nie boi się przeprowadzać kolejnych prowokacji.
We wtorek minister obrony Filipin generał Delfin Lorenzana oskarżył wręcz Państwo Środka o znęcanie się nad swoim krajem po tym, jak ponad 100 chińskich kutrów rybackich niespodziewanie zebrało się w ubiegłym tygodniu na jednym z najbardziej atrakcyjnych łowisk nieopodal filipińskiego wybrzeża. – Mówicie: nie znęcamy się nad nikim, postępujemy zgodnie z prawem międzynarodowym. A ja mówię: co innego deklarujecie, a co innego robicie – grzmiał minister.
Agresywna polityka Chin była jednym z powodów normalizacji stosunków między Wietnamem a Stanami Zjednoczonymi za kadencji prezydenta Baracka Obamy. Warto przypomnieć, że oferta w zakresie bezpieczeństwa to jedyne, co Waszyngton ma do zaoferowania krajom stowarzyszenia, od kiedy prezydent Donald Trump jedną ze swoich pierwszych decyzji zakończył rozmowy nad wielostronną umową o wolnym handlu na Pacyfiku. Mike Pompeo widzi to inaczej. – Już poprzednia administracja zapowiadała zwrot ku Azji, ale ja nie zauważyłem, żeby coś takiego miało miejsce. My natomiast zwiększany to zaangażowanie, jesteśmy bardziej obecni – mówił podczas lotu do Bangkoku.
Koncentrując politykę zagraniczną na Azji, Waszyngton bierze na siebie także rolę rozjemcy w sporach między swoimi sojusznikami z regionu. W związku z tym na marginesie szczytu w Bangkoku szef amerykańskiej dyplomacji odbędzie także spotkanie ze swoimi odpowiednikami z Japonii i Korei Południowej (państwa te nie należą do ASEAN). Tokio i Seul toczą między sobą własną wojnę handlową. Chodzi o wprowadzone przez japoński rząd ograniczenia w eksporcie trzech związków chemicznych, w tym fluorowodoru, niezbędnych przy produkcji pamięci komputerowych oraz paneli LCD, ważnych części gospodarki południowokoreańskiej.
Tokio zdecydowało się na taki krok w odpowiedzi na wyrok Sądu Najwyższego w Seulu z 2018 r., który przyznał czterem robotnikom przymusowym z czasów II wojny światowej odszkodowania w wysokości 85 tys. dol. Obawa w Japonii jest taka, że może to otworzyć lawinę pozwów w sądach. Łącznie takie świadczenia mogłyby się należeć 220 tys. osób i kosztować japońskie firmy 20 mld dol. Jakby tego było mało, jutro japoński rząd prawdopodobnie skreśli Koreę Południową ze specjalnej listy krajów uprzywilejowanych.
Eksport do państw znajdujących się na niej nie wymaga zezwoleń rządowych w przypadku niektórych komponentów elektronicznych. W reakcji na te decyzje Koreańczycy Południowi podjęli się spontanicznego bojkotu japońskich produktów. – To jednak z najgorszych sytuacji, w jakich kiedykolwiek się znaleźliśmy. Politycy oczywiście nie przyznają się do tego bałaganu, chociaż prawie doprowadził nas on do upadku – powiedział tygodnikowi „Nikkei Asian Review” jeden z menedżerów Samsunga.
To zresztą niejedyna potyczka handlowa, jaką będzie się musiał zająć w Bangkoku Pompeo. Państwa ASEAN z pewnością będą chciały posłuchać, co minister ma do powiedzenia na temat wojny handlowej, jaką Waszyngton toczy z Pekinem. Wczoraj w Szanghaju bez rezultatu zakończyły się pierwsze od prawie trzech miesięcy rozmowy w tej sprawie. Nie wszystkie kraje stowarzyszenia obawiają się jednak negatywnego wpływu tarć na linii Waszyngton – Pekin na swoje gospodarki. Część liczy, że to do nich trafi produkcja przenoszona z Państwa Środka.