Mistrz populizmu ograny przez profesora prawa. Po 14 miesiącach wojowania z Brukselą Rzym z powrotem zwraca się w kierunku Europy.
Magazyn DGP 6 września / Dziennik Gazeta Prawna
Krótki żywot gabinetów to znak rozpoznawczy polityki nad Tybrem. Gdyby włoską demokracją władała wyłącznie statystyka, to populistyczny rząd powinien był upaść nawet kilka miesięcy wcześniej. W okresie powojennym Włochy miały 66 gabinetów – zaprzysiężony właśnie rząd Giuseppe Contego będzie 67. Oznacza to, że władze zmieniały się tam średnio co 11 miesięcy i większość utrzymywała się u sterów krócej niż koalicja populistów. Sojusz Ruchu 5 Gwiazd i Ligi przetrwał o kilkanaście tygodni dłużej ponad przeciętną.
Pod tym względem Włosi biją europejskie rekordy. Dla porównania – od czasów II wojny światowej Niemcy miały 24 gabinety, a Wielka Brytania – 26. Włochów przebijają jedynie Francuzi z 68 rządami. Tak duża rotacja nad Sekwaną wynika przede wszystkim z turbulencji politycznych, do których doszło tuż po wojnie. Zanim prezydentem został Charles de Gaulle, władza w Paryżu przechodziła z rąk do rąk średnio co sześć miesięcy.
Reklama
Tymczasem wypadki rozgrywające się w ostatnich tygodniach w Rzymie potwierdzają, że gabinety we Włoszech mają tendencję do krótkiej żywotności. – Częsta zmiana rządów to nie jest kwestia systemu politycznego, ale elementu osobowości Włochów. Oni po prostu lubią wywoływać spory i potem znajdować porozumienie – uważa analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Maciej Pawłowski. Jak podkreśla, zmiany personalne i koalicyjne są w Italii na porządku dziennym, bo dają też politykom szansę na szybkie odświeżenie wizerunku w oczach opinii publicznej, rozwiązanie konfliktów lub przynajmniej wywołanie takiego wrażenia. Po II wojnie światowej we Włoszech przez ponad 40 lat rządziła chrześcijańska demokracja – zwykle samodzielnie, czasem w koalicji z partią socjalistyczną. – Pomimo dominacji jednego ugrupowania rządy upadały w krótkim czasie, w ciągu roku, czasami krócej. Wynikało to z rywalizacji koterii. Nawet przy stabilnym systemie politycznym i dominacji jednej siły zawsze istnieje możliwość, że Włosi się pokłócą i potem będą próbowali się pogodzić – mówi ekspert.

Reklama
Tym bardziej trudna może być przyszłość zaprzysiężonego w czwartek nowego rządu. W koalicję z Ruchem 5 Gwiazd (M5S) weszła Partia Demokratyczna. To alians dość egzotyczny, biorąc pod uwagę, że w zeszłorocznych wyborach parlamentarnych populiści kierowani przez Luigiego Di Maio zwyciężyli właśnie dlatego, że przedstawiali siebie w silnej kontrze do rządzących wówczas socjaldemokratów: zarzucali im elitaryzm i działanie pod dyktando Brukseli. Teraz bratają się z mainstreamem.
Upadku pierwszego w dziejach Włoch populistycznego rządu spodziewano się od dawna. Jego 14-miesięczny żywot naznaczony był niekończącymi się wewnętrznymi awanturami. Na koniec okazało się, że Ligi i Ruchu 5 Gwiazd nie łączy nic więcej poza określeniem „populiści”. Nawet rebelia przeciwko Brukseli – to, co jeszcze przed rokiem wydawało się spoiwem koalicji – zakończyła się wielkim nieporozumieniem. Kiedy w połowie lipca w Parlamencie Europejskim decydowano o tym, czy Ursula von der Leyen będzie kierować przez kolejne pięć lat Komisją Europejską, Ruch 5 Gwiazd poparł niemiecką polityk, podczas gdy Liga powiedziała jej stanowcze „nie”. Jak donosiły włoskie media, napięcia pomiędzy koalicjantami były tak duże, że kierujący Ligą Matteo Salvini nie odbierał nawet telefonu od Luigiego Di Maio. Gwoździem do trumny okazała się kolej. Sprzyjająca biznesowi Liga chciała kontynuować budowę tunelu pod Alpami, który umożliwiłby szybkie połączenie pociągowe pomiędzy Lyonem a Turynem. Chociaż drożej kosztowałoby zaniechanie budowy niż jej kontynuowanie, proekologiczny Ruch 5 Gwiazd poddał pod głosowanie w Senacie wniosek o przerwanie prac. Kiedy został przegłosowany – m.in. głosami Ligi – Matteo Salvini ogłosił koniec rządu. Szybko okazało się, że on sam również musi się pożegnać z władzą.

Mistrzostwo świata w populizmie

Zanim Salvini wszedł do rządu jako minister spraw wewnętrznych i wicepremier, nie był nawet drugoplanową postacią we włoskiej polityce. Jego partia, działająca pierwotnie pod nazwą „Liga Północna”, przez lata ograniczała swój zasięg wyłącznie do północy Włoch. Postulaty separatyzmu bogatszych regionów od tych biedniejszych długo zrażały do ugrupowania wyborców z pozostałych południowych rejonów kraju. Salvini, obejmując partyjne kierownictwo w 2012 r., odziedziczył po poprzednikach nie tylko niechęć dużej części Włochów, lecz także trudną sytuację finansową. Umberto Bossi odszedł w atmosferze skandalu: został oskarżony o poważne nadużycia, które odbijają się na partyjnym budżecie do tej pory. Salvini przeprosił obywateli z południa, a w zeszłym roku przed wyborami parlamentarnymi pozbył się niewygodnej spuścizny, usuwając przymiotnik „północna” z nazwy ugrupowania. Szybko zorientował się też, na czym jego partia, dotychczas skoncentrowana głównie na dobrostanie biznesmenów z północy, może teraz zbić największy kapitał polityczny. Włochom coraz bardziej doskwierało zaciskanie pasa, które w ich opinii narzucała Bruksela. Na dodatek czuli się porzuceni przez Unię, kiedy wbrew zapowiedziom nie zdjęła z Włoch odpowiedzialności za masowo napływających przez Morze Śródziemne migrantów. Salvini wskoczył na falę antyeuropejskiego resentymentu, która wyniosła jego partię na trzecią pozycję w wyborach parlamentarnych i umożliwiła wejście do rządu.
Początkowo szef Ligi był postrzegany przez zwycięski Ruch 5 Gwiazd jako niegroźny rywal, którego łatwo uda się zdominować. Zwłaszcza że partia Luigiego Di Maio miała w rękawie kilka dobrych kart, z programami socjalnymi i zapowiedziami wielkiego czyszczenia sceny politycznej włącznie. Przywódca Ruchu 5 Gwiazd nie docenił jednak talentu swojego sojusznika. Szybko się okazało, że Salvini bardzo sprawnie wykorzystuje pozycję ministra spraw wewnętrznych do podsycania problemu migracyjnego. Pokazowe niewpuszczanie łodzi z przybyszami z Afryki do włoskich portów odbiło się szerokim echem w Europie, a zarazem przekładało na wzrost poparcia dla Ligi w sondażach. Politykę Salviniego, postrzeganą jako kontrowersyjną w pozostałych krajach członkowskich, poparła znacząca większość jego rodaków. Według badania przeprowadzonego na zlecenie dziennika „Corriere della Serra” 59 proc. Włochów aprobowało decyzję ministra spraw wewnętrznych o zamknięciu portów przed azylantami. Na dodatek za populistycznych rządów presja migracyjna zaczęła maleć, co dało wrażenie dużej sprawczości przywódcy Ligi. Włoskie MSW chwaliło się, że w pierwszym półroczu tego roku migracja spadła o 80 proc. w stosunku do analogicznego okresu sprzed roku. Duże poparcie ośmieliło wicepremiera do wprowadzenia wysokich kar dla statków łamiących zakaz przybijania do brzegu z przybyszami z Afryki na pokładzie.
Działania Ruchu 5 Gwiazd znalazły się w cieniu gwiazdy Salviniego. Mało przebojowy i niecharyzmatyczny Di Maio nie potrafił stawić oporu koalicjantowi i przebić się z własnymi pomysłami. A kiedy sycylijska prokuratura na początku tego roku próbowała postawić ministrowi spraw wewnętrznych zarzuty o porwanie statku „Ubaldo Diciotti” z migrantami na pokładzie, któremu uniemożliwił przybicie do brzegu, Ruch 5 Gwiazd zagłosował w Senacie przeciwko odebraniu Salviniemu immunitetu. Ugrupowanie uratowało wówczas koalicję, ale za cenę własnego wizerunku i wiarygodności. Na portalach społecznościowych zaroiło się od komentarzy o politycznym samobójstwie Ruchu 5 Gwiazd.
Ale na umiejętnym wykorzystywaniu społecznych resentymentów talent Salviniego się nie kończy. Polityk zapisze się w dziejach włoskiej polityki jako ten, który dokonał wielkiego zwrotu ku ludowi. Dosłownie. Przed upadkiem rządu Salvini spędził kilka tygodni na plaży ze swoimi wyborcami. Świat obiegły jego zdjęcia z gołym torsem i piwem w ręku, przy konsoli didżejskiej, roztańczonego w tłumie Włochów. Nie chodziło zresztą tylko o zdjęcia. – On sprawia wrażenie, jakby chciał być blisko ludzi i wie, jak to robić. W jego towarzystwie można czuć się świetnie, on ma brzuch, pije piwo, nosi kiczowate ubrania, mówi prostym językiem. Ludzie czują, że jest jednym z nich – mówi Eleonora Poli z Istituto Affari Internazionali. Salvini jest też nieprawdopodobnie aktywny w internecie. Jego profile na portalach społecznościowych biją rekordy popularności. – W szczycie kryzysu migracyjnego wklejał zdjęcia z kotkami na Facebooka. Tak, z kotkami, z tymi zwierzętami, które przecież internauci uwielbiają – dodaje włoska ekspertka. Ogromną popularnością cieszyły się też jego kampanie online w stylu „Win Salvini” (z ang. „Wygraj Salviniego”). Osoby najaktywniej promujące polityka w sieci w nagrodę mogły zdobyć szansę spotkania lub porozmawiania z nim przez telefon. – Problem z włoską polityką przez lata był taki, że obywatele się nią nie interesowali, bo nie czuli, że ona ich dotyczy. Można być krytycznym wobec tego, co Salvini robi, ale jemu udaje się na nowo zaangażować ludzi w życie polityczne – konkluduje Eleonora Poli.

Ulga, ale nie do końca

Po 14 miesiącach w rządzie notowania Salviniego skoczyły z 17 do 38 proc. Dlatego polityk wywołał rządowy kryzys – liczył, że w przedterminowych wyborach uda mu się skonsumować doskonałe notowania i pozbyć niewygodnego koalicjanta. Na dodatek rosła wewnętrzna presja w jego ugrupowaniu, by przykryć sprawę finansowania przez Kreml. W połowie lipca, po doniesieniach światowych mediów o tym, że Liga otrzymywała z Moskwy pieniądze na kampanię wyborczą, prokuratura w Mediolanie wszczęła śledztwo. Kolejna elekcja miałaby być dla Ligi ucieczką do przodu. Salvini nie przewidział jednak, że Ruch 5 Gwiazd porozumie się z Partią Demokratyczną i do przedterminowych wyborów nie dojdzie. To błąd, za który może słono zapłacić.
Wielkim zwycięzcą bitwy o władzę okazał się Giuseppe Conte – półtora roku temu nikomu nieznany profesor prawa z zerowym doświadczeniem politycznym, któremu właśnie po raz drugi powierzono zadanie kierowania rządem. Powołanie go na premiera za pierwszym razem było efektem kompromisu pomiędzy Salvinim a Di Maio. Conte jako polityczny nowicjusz miał być łatwo sterowalny, pod ciągłym wpływem swoich chlebodawców. Tymczasem w obliczu nieustannych sporów niepozorny profesor prawa wyszedł na prowadzenie, niejednokrotnie godząc ze sobą skłóconych koalicjantów. Kiedy po głosowaniu w sprawie kolei szybkich prędkości Salvini wniósł przeciwko niemu wniosek o wotum nieufności, Conte sprytnie uniknął ciosu i na chwilę przed głosowaniem w tej sprawie sam zrezygnował ze stanowiska.
Premier dał się również poznać jako sprawny dyplomata na unijnych szczytach. – Chociaż początki były trudne, idzie się z nim dogadać. Jest koncyliacyjny i otwarty na rozmowę – powiedział nam niemiecki dyplomata. – Z mojego doświadczenia wynika, że Włosi co prawda często odwołują się do ideologii, ale ostatecznie zawsze wygrywa u nich pragmatyzm. Porozumieć się można nawet z takim gościem jak Salvini – podkreśla. – Proszę spojrzeć na to, jak rozwiązała się sprawa deficytu budżetowego. Rząd Ligi i Ruchu 5 Gwiazd sprzeciwiał się Brukseli, mówiąc, że nie obniży go. Ale ostatecznie udało się dojść do porozumienia. W tym sensie jestem umiarkowanie spokojny, jeśli chodzi o sytuację strefy euro – twierdzi rozmówca. Zastrzega jednak, drugi rząd Contego wcale nie oznacza, że UE może odetchnąć z ulgą. Nie wiadomo, jak długo nowy gabinet przetrwa.
W politycznym interesie obu ugrupowań jest, aby utrzymał się on najdłużej, jak się da, najlepiej do wyborów w 2023 r. – Jeśli doszłoby do nich dzisiaj, wygrałby Salvini. Nie wiadomo jednak, czy swoje ogromne poparcie uda mu się utrzymać, będąc w opozycji – zauważa Eleonora Poli. Zwłaszcza że na kryzysie rządowym już stracił kilka punktów procentowych. Notowania Ligi zaczęły spadać, kiedy Ruch 5 Gwiazd i Partia Demokratyczna usiadły do stołu, by rozmawiać o nowym rządzie. – Do tej pory Salvini był postrzegany jako niezwykle silny przywódca z ponadprzeciętnymi wpływami. Teraz trafia do ław opozycyjnych w następstwie własnego błędu. To nieco zniechęciło do niego Włochów, co nie znaczy, że nie może już liczyć na silne poparcie. On nadal jest politykiem numer jeden we Włoszech – mówi ekspertka.

Frustracja i gniew

Salvini liczy na to, że alians antysystemowców z socjaldemokratami okaże się niewypałem. Jak podkreśla analityczka z włoskiego ośrodka, obie partie dzieli nie tylko program, lecz także sposób działania. – Partia Demokratyczna jest bardziej tradycyjna w tym sensie, że istnieją w niej bardzo silne wewnętrzne podziały. Natomiast Ruch 5 Gwiazd jest monolityczny, jego przedstawiciele w parlamencie są bardzo zjednoczeni – podkreśla. Partie dzieli również podejście do problemu migracyjnego. Antysystemowcy popierali ostrą politykę Salviniego i jego konfrontację z UE w tej sprawie. Z kolei socjaldemokraci nie są otwarci na migrantów, ale też nie chcą wchodzić w kolizję z Brukselą, upatrując szans na rozwiązanie problemu we współpracy z nią. Koalicjanci na razie szukają porozumienia na tym polu. W ramach kompromisu na następczynię Salviniego na stanowisku ministra spraw wewnętrznych w nowym rządzie wyznaczono bezpartyjną Lucianę Lamorgese, która będzie jedynym niezależnym ministrem w gabinecie.
Natomiast Maciej Pawłowski z PISM uważa, że alians Ruchu 5 Gwiazd z socjaldemokratami wbrew pozorom nie jest egzotyczny. – Programy obu ugrupowań dotyczące UE są bardzo zbliżone. Ruch 5 Gwiazd nie jest partią antyunijną, jest partią sprzeciwiającą się unijnej polityce oszczędności – zauważa ekspert. W jego ocenie pod tym względem bardziej osobliwym aliansem był rząd Ligi i Ruchu 5 Gwiazd. – Te wszystkie postulaty dotyczące wyjścia ze strefy euro i strefy Schengen oraz odejścia od UE na rzecz Europy narodów to były hasła Ligi, podnoszone ze względu na osobowość Salviniego. Eskalował on spór z Unią, by zyskiwać poparcie we Włoszech – mówi Maciej Pawłowski. Natomiast partia Luigiego Di Maio uznaje UE za ważną organizację i uważa wręcz, że powinno dojść do utworzenia federalnej Europy, przy czym chciałaby, żeby to Parlament Europejski miał decydujący głos, a nie słynna troika (Europejski Bank Centralny, Komisja Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy). Z kolei Partia Demokratyczna jest nieco bardziej skłonna dostosować się do unijnych rygorów.
Koalicja jest o tyle ryzykowna, że obu ugrupowaniom grozi utrata wiarygodności. Z drugiej strony – obie nie miały wyboru, bo przedterminowe wybory oznaczałyby rządy Salviniego z innymi pomniejszymi ugrupowaniami prawicowymi. – Tymczasem nowy gabinet może Ligę zablokować. Obie partie będą też się starać o powołanie komisji śledczej w różnych sprawach dotyczących działalności Salviniego jako ministra spraw wewnętrznych czy też finansowania Ligi przez Rosję. W ten sposób mogą go skompromitować w oczach wyborców – podkreśla Maciej Pawłowski.
Inaczej uważa Eleonora Poli, przekonując, że unikanie przedterminowych wyborów to błąd. Jej zdaniem wśród obywateli rośnie poczucie, że coś jest robione za ich plecami, że politycy uniemożliwiają zabranie im głosu, na siłę tworząc nową koalicję. A to może spowodować wzrost frustracji i gniewu.
Upadku pierwszego w dziejach Włoch populistycznego rządu spodziewano się od dawna. Nawet rebelia przeciwko Brukseli – to, co jeszcze przed rokiem wydawało się spoiwem koalicji – zakończyła się wielkim nieporozumieniem