Dla Unii Europejskiej sam fakt, że Brytyjczycy zdecydowali się na wyjście ze Wspólnoty jest porażką. Głównym zadaniem Brukseli od momentu referendum brexitowego, które odbyło się w 2016 roku jest minimalizowanie strat, zarówno gospodarczych, jak i finansowych.

O fotel premiera walczy dwóch kandydatów: Jeremy Hunt, obecny minister spraw zagranicznych oraz Boris Johnson, były burmistrz Londynu i gorący zwolennik rozstania się z Unią. Faworytem jest jednak ten ostatni. Johnson twierdzi, że w razie jego wygranej Wielka Brytania opuści UE 31 października, z umową czy bez. W wywiadzie dla BBC stanowczo powiedział: „Teraz albo nigdy. Cokolwiek by się zdarzyło”.

Unijne źródła jednak donoszą, że Niemcy i 25 krajów Wspólnoty są przygotowane na kolejne opóźnienie brexitu. W Brukseli nie wierzy się, że nowy premier będzie w stanie wyprowadzić Wielką Brytanię z UE z porozumieniem, czy bez niego. Te same źródła mówią, że graniczną datą jest czerwiec 2021 roku, bowiem unijny budżet już jest rozpisany na kolejne siedem lat.

Reklama

Nie mniej ważną rolę w kwestii rozstania się Wielkiej Brytanii z UE może odegrać Ursula von der Leyen, która już niebawem może zostać szefową Komisji Europejskiej. Donald Tusk i Jean-Claude Juncker mówili jednym głosem, że nie ma szans na renegocjacje umowy wyjściowej. Jak wobec poprzednich decyzji w sprawie brexitu będzie się zachowywać KE w nowym składzie – tego nie wiemy.

Czy drugie referendum mogłoby rozwiązać problem rozstania się Wielkiej Brytanii z Unią? Zdaniem dr. Krzysztofa Winklera z Uniwersytetu Warszawskiego, taka opcja nie wchodzi w grę:

Reklama

- Johnson i Hunt podtrzymują wersję Theresy May, że referendum odbyło się raz i więcej już nie będzie. To oczywiście ma swoje uzasadnienie ze względu na to, co się dzieje w Szkocji. Jeżeli pojawią się zdania o drugim referendum w sprawie brexitu, to Szkoci zaczną się pytać czemu oni nie mogą przeprowadzić referendum w sprawie Szkockiej. Po kwestii szkockiej, może się pojawić problem walijski. Ponadto, nie wiemy, czy będzie nadal spokojnie w Irlandii Północnej, czy grupy terrorystyczne nie uaktywnią się ponownie.

Będą renegocjacje?

Patrząc na wydarzenia trzech ostatnich lat, można stwierdzić, że w całej historii związanej z rozstaniem się Wielkiej Brytanii z Unią jest jeden duży problem (na równi z backstopem zresztą) – decyzja o opuszczeniu Wspólnoty nie jest stricte polityczna, Brytyjczyków z UE wiąże wieloletnia współpraca zarówno na płaszczyźnie gospodarczej, jak i społecznej.

Boris Johnson, mimo że wypowiada się po stronie bezumownego rozstania się z Unią, liczy, że kanclerz Merkel będzie otwarta na różne ruchy dotyczące wyjścia. Niemiecka gospodarka bardzo zwalnia. Jednym z największych partnerów handlowych naszego zachodniego sąsiada jest Wielka Brytania. Chociażby z tego prostego powodu nie potrzebują dodatkowego obciążenia, jakim może być wyjście bez umowy.

- Nie da się, mimo tego, co mówią zwolennicy twardego brexitu , odciąć się dnia na dzień. Unia pozostaje głównym partnerem handlowym i pozostanie nim przez najbliższe lata. Tak czy inaczej, bezumowne wyjście przyniesie kryzys, recesję i perturbacje w handlu oraz zwiększenie bezrobocia. Zarówno Unia, jak i Wielka Brytania chcą tego uniknąć – mówi dr Krzysztof Winkler z Uniwersytetu Warszawskiego, Grupy Brytyjskich Studiów Społeczno-Politycznych "Britannia". Dodaje, że w przypadku konfliktu USA z Chinami, Brytyjczykom nie będzie tak łatwo zmienić strumienia handlowe. Dlatego więc warto szukać kompromisu, który być może nie wszystkim będzie się podobał, ale po jego wypracowaniu wygra każda ze stron.

Wielu ekspertów uważa, że hasło „brexit bez umowy” jest taktyką negocjacyjną, formą nacisku na UE. Musi to być argument, który zmusi Brukselę powrócić do negocjacji z Londynem, bowiem nie ma na Wyspach polityka, który by miał na tyle odwagi i charyzmy, aby uznać, że brak porozumienia z UE jest jedynym rozwiązaniem.

- Europa ma problem z liderami, wszyscy są poza Unią. Można ich lubić, można nie, ale prawdziwi przywódcy to Erdogan w Turcji, Putin w Rosji czy Trump w USA. Co by o nich nie mówić, są w stanie podjąć konkretną decyzję i wziąć za nią odpowiedzialność. W Europie niestety mamy zupełnie na odwrót – podkreśla dr Krzysztof Winkler z Uniwersytetu Warszawskiego.