- Dekadę temu nasz eksport to była głównie Europa, dzisiaj ten kierunek stanowi mniejszość. Obecnie otwieramy się na świat - mówi w wywiadzie dla DGP Graham Stuart, brytyjski minister inwestycji w Departamencie Handlu Międzynarodowego.
DGP
Wielka Brytania chce ograniczać emisję gazów cieplarnianych. Jak to wpływa na gospodarkę?
W ciągu ostatnich 30 lat udało nam się zmniejszyć emisję o 40 proc. W tym czasie nasz PKB wzrósł o ponad 70 proc. To najlepszy dowód, że ograniczanie emisji nie tworzy barier dla wzrostu gospodarczego, wręcz odwrotnie. Nasze zobowiązanie do zielonego rozwoju otwiera przed naszą gospodarką bardzo duże możliwości eksportowe. Mamy nadzieję, że uda nam się naszą technologię i wiedzę wykorzystać na polskim rynku, przynajmniej w obszarze morskich farm wiatrowych.
Reklama
Jaka jest oferta?

Reklama
Jako parlamentarzysta reprezentuję okręg Beverley i Holderness w Yorkshire położony nad Morzem Północnym. Trwa tam teraz budowa Hornsea One, największej elektrowni wiatrowej na świecie. Gdy zostanie zakończona, zaspokoi zapotrzebowanie na energię miliona gospodarstw domowych. Perspektywy są bardzo dobre. W 2030 r. łączna moc naszych farm wiatrowych będzie wynosić 30 GW. W gospodarce niskoemisyjnej obecnie zatrudnionych jest blisko 400 tys. osób, ale szacujemy, że za 10 lat ta liczba może wzrosnąć do 2 mln. W ciągu czterech lat udało nam się zejść na aukcjach z ponad 120 funtów do 57 funtów za 1 MWh. Niedługo odbędzie się kolejna aukcja i wszystko wskazuje na to, że cena będzie jeszcze niższa. Biorąc pod uwagę doskonałą zdolność produkcyjną Polski, perspektywy współpracy w zielonym sektorze są ogromne. My mamy z kolei farmy wiatrowe o mocy produkcyjnej większej niż gdziekolwiek na świecie. Chcemy podzielić się doświadczeniem z Polską i tu wykorzystać naszą technologię.
Przeszkodą we współpracy gospodarczej będzie brexit. Jakie to niesie zagrożenia?
Polska była w zeszłym roku najszybciej rozwijającą się dużą gospodarką w Europie i wszystko wskazuje na to, że tak też będzie w tym roku. W ostatnich latach stała się ważnym partnerem handlowym dla Zjednoczonego Królestwa i w ciągu najbliższej dekady stanie się zapewne jeszcze ważniejszym.
Wyjście z UE w tym nie przeszkodzi? Polska branża transportowa bardzo się obawia brexitu bez umowy.
Jeśli byłaby umowa, co jest opcją, którą preferujemy, mielibyśmy dwuletni okres przejściowy, po którym zapewne w życie weszłaby nowa umowa handlowa. Ale brytyjski rząd jest także przygotowany na brexit bez porozumienia. Bezumowny brexit to nie jest sprawa Zjednoczonego Królestwa, wręcz przeciwnie, to nie my chcemy zawieszać handel, ale Unia Europejska. W przypadku brexitu bez umowy polskie firmy będą musiały rozmawiać z Francją i innymi krajami oraz z Brukselą. Rząd brytyjski zrobi wszystko, by zminimalizować tarcia w handlu z Polską. Teraz patrzymy globalnie na najszybciej rozwijające się gospodarki i polska jest jedną z nich.
Globalnie? Wielka Brytania odwraca się od handlu z UE?
Jeszcze 10 lat temu większość brytyjskiego eksportu była kierowana do Europy. Teraz eksport do UE stanowi mniejszość. Nasz eksport coraz bardziej otwiera się na świat. UE pozostanie ważnym partnerem, ale z każdym rokiem jej znaczenie będzie maleć. 90 proc. światowego wzrostu jest spodziewane poza Unią. W świecie, w którym rosną wielkie potęgi gospodarcze, planujemy szukać sprzymierzeńców tam, gdzie następuje najbardziej dynamiczny wzrost. Jako drugi największy eksporter usług na świecie i najważniejsze centrum finansowe w Europie zapraszamy polskie firmy, by do nas dołączyły. Każde przedsiębiorstwo może liczyć na wsparcie mojego Departamentu Handlu Międzynarodowego, zarówno w Zjednoczonym Królestwie, jak i poza jego granicami. Razem z nami mogą pójść w świat.
Był pan zwolennikiem pozostania Wielkiej Brytanii w UE. Bezumowny brexit będzie dla pana osobiście dziejową katastrofą?
Nie, nie sądzę. Opowiadałem się za pozostaniem w UE, ale pracuję dla brytyjskich obywateli, nie na odwrót. Oni zdecydowali, że nie chcą być dłużej członkiem Unii, do czego mieli pełne prawo. Pozostaniemy Europejczykami, geografia się nie zmieni. Jeśli następnym premierem i liderem Partii Konserwatywnej zostanie Boris Johnson, którego popieram, brexit nastąpi 31 października – albo z umową, tak byłoby najlepiej, albo bez niej. W obu scenariuszach będziemy daleko od katastrofy. Bezumowny brexit będzie trudny przez pewien czas, ale zmierzymy się z nim w momencie, gdy nasz eksport osiągnie wartość 645 mld funtów (taka jest prognoza na koniec października). To będzie poziom rekordowo wysoki, ze wzrostem 4 proc. w stosunku do poprzedniego roku.
W 2018 r. odnotowaliśmy nowy rekord bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Zjednoczonym Królestwie. Ich wartość jest szacowana na blisko 1,5 bln funtów, co oznacza, że jest wyższa od wartości inwestycji w Niemczech i we Francji razem wziętych. W zeszłym roku mieliśmy 1278 projektów w ramach inwestycji greenfield w zupełnie nową infrastrukturę. We Francji było 588, a w Niemczech 568 takich projektów. Firmy do nas przychodzą, pomimo ogromnej niepewności związanej z brexitem, pomimo tego, że chociaż minęło tak dużo czasu od referendum, nie udało się dojść do żadnych konkluzji.
Co z zatrudnieniem?
Jesteśmy w bardzo dobrej sytuacji. Mamy najwyższy współczynnik zatrudnienia w historii. Nigdy wcześniej tak wiele kobiet i osób niepełnosprawnych nie było zatrudnionych. Nie odnotowaliśmy też nigdy tak niskiego bezrobocia wśród młodych. Rekordowo wysoki eksport, inwestycje z zagranicy i zatrudnienie – to wszystko pokazuje, że pozostajemy numerem jeden jako kierunek, brexit nie ma na to żadnego wpływu. Nie przeczyta pani o tym w gazetach, bo nagłówki mówią zupełnie co innego. Najlepiej jest jednak podążać za pieniędzmi, a kapitał wciąż płynie do Zjednoczonego Królestwa. Pozostaniemy silni, z umową lub bez. Nie martwię się o naszą przyszłość.
Spytałam o zatrudnienie, bo to właśnie perspektywa odebrania pracy przez migrantów była jednym z powodów, dla którego Brytyjczycy zdecydowali się na brexit. Jak to się stało, że nie dostrzegli liczb, o których pan mówi? Że brytyjska gospodarka ma się tak dobrze?
Uważam, że bardzo niebezpiecznie jest budować narrację tłumaczącą czyjeś motywacje w oderwaniu od tego, co ci ludzie mówią. Motywacją numer jeden było to, by decyzje zapadały w Zjednoczonym Królestwie, a nie poza nim. Chodziło o suwerenność. Ludzie nie byli przygotowani na tworzenie coraz bliższej unii, transfer suwerenności do Brukseli i oddawanie uprawnień niewybranym bezpośrednio w wyborach instytucjom takim jak Komisja Europejska. Nie uważam, by pani charakterystyka była sprawiedliwa.