Partia jest najważniejsza. Podobnie lojalność wobec niej. Legitymacja warunkiem koniecznym. Tak można podsumować rządową rekonstrukcję, w której PiS postawił na sprawdzonych polityków, nie zamierzając ryzykować na ostatniej prostej przed wyborami parlamentarnymi. A takim ryzykiem byliby ministrowie niezależni, wynajęci eksperci, którzy mogą zrobić na jakimś etapie woltę i postawić partyjne plany pod znakiem zapytania albo chociaż wzbudzić nieufność wobec ich realności.
Reklama
DGP
Charakter rekonstrukcji określiła minister finansów Teresa Czerwińska i jej – mówiąc delikatnie – dystans do piątki Kaczyńskiego. PiS zamiast grzać się medialnie w blasku pakietu obietnic, zmagał się z problemem, jakim miało być finansowanie wyborczego menu. Kryzys wywołała była już minister finansów, która mniej lub bardziej wprost wskazywała, że piątka jest zbyt kosztowna, że ciężko ją będzie zmieścić w planie wydatkowym i generalnie za bardzo socjalna, a mało inwestująca w rozwój.
Magazyn DGP / Dziennik Gazeta Prawna
Dlatego Jacek Sasin jako wicepremier, Elżbieta Witek szefująca resortowi spraw wewnętrznych, Michał Dworczyk awansujący na konstytucyjnego ministra czy Marian Banaś na czele całego Ministerstwa Finansów dają rękojmię wykonywania planu prezesa. Na kilka miesięcy przed najważniejszym politycznym starciem nie ma miejsca na eksperymenty i ryzyko, że przejdzie jakiś pomysł, który da paliwo opozycji i trzeba będzie go medialnie rozbrajać tygodniami.
Nawet jeśli minister Witek będzie – jak zapowiedziała – uczyła się swojego resortu, podobnie jak minister Banaś, to z punktu widzenia Jarosława Kaczyńskiego jest to rozwiązanie bezpieczniejsze niż próba „wylansowania” nowych twarzy w rządzie. Zawsze istnieje ryzyko, że będą za, ale nie będą się cieszyli. Wykonają plan, ale z grymasem niezadowolenia. Na tym etapie mądrość podpowiada: postawmy na lojalnych, partyjnych, których łączy z nami wspólnota celu, a ten jest prosty. Wizja wyborczej wygranej spowodowała, że zamiast szukać najlepszych kandydatów na ministrów, wybrano najpewniejszych. Nie znaczy, że sobie nie poradzą albo zabraknie im kompetencji. Po prostu Jarosław Kaczyński bardziej dba o interes partii i nic się w tym obszarze nie zmienia od lat.