Doprowadzić do końca sprawy z tej kadencji, wygrać kampanię i przygotować plan rządów na kolejną – takie będą cele nowych ministrów.
Od wtorku prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki ustalali zmiany w składzie rządu. Wczoraj zapoznała się z nimi reszta kierownictwa PiS. Nominacje mają być polityczne, bez ekspertów czy bezpartyjnych fachowców. Jednocześnie ma być zachowany wewnątrzpartyjny balans, by żadna z frakcji nie czuła się skrzywdzona. Opinia publiczna ma poznać nazwiska nowych ministrów na początku przyszłego tygodnia. Wtedy prezydent miałby wręczyć akty powołania nowym szefom resortu i dymisje dotychczasowym, którzy wygrali wybory do Parlamentu Europejskiego.
Najbardziej prawdopodobny termin to wtorek 4 czerwca, czyli 30. rocznica pierwszych częściowo wolnych wyborów. Miałoby to być z jednej strony atrakcyjną cezurą dla nowego rządu. Z drugiej – popsuć szyki opozycji i Donaldowi Tuskowi, którzy szykują obchody rocznicy. – Ludzie raczej będą rozmawiali o rekonstrukcji, a nie o tym, co powiedział Tusk – tłumaczy nasz rozmówca z rządu.