Oto krótki przegląd rzeczy, które ostatnio naprawdę zdenerwowały ludzi wokół mnie. Numer jeden: korek w Warszawie – bo wszyscy naraz muszą jechać do galerii. Numer dwa: internet, który niby jest, a jednak co chwilę zwalnia – i strony się ładują kilka sekund. Numer trzy: to, że kiedy ogląda się YouTube’a na iPhonie i chce się dać głośniej, na jakieś dwie sekundy klip jest częściowo przysłaniany przez ikonę dźwięku. Numer cztery: samolot się spóźnił pół godziny, a krzesła przy bramce były niewygodne.
Wszystkie te problemy mają ze sobą coś wspólnego, a mianowicie to, że zasadniczo rzecz biorąc, nie są problemami. Korek jest straszny, kiedy usiłujesz dowieźć rodzącą żonę do szpitala, ale nie wtedy, gdy jedziesz do galerii handlowej po sweterek i pietruszkę. Poza tym może warto zwrócić uwagę na to, że skoro siedzisz w tym korku, to nie idziesz, na dodatek nie musisz sam sobie dziergać sweterka ani podsypywać pietruszki kompostem. Internet, podobnie jak samochód, jest cudem technologicznym, do którego kilkanaście lat temu większość z nas w ogóle jeszcze nie miała dostępu – jak można się zżymać na to, że Zalando ładuje się ciut dłużej? (Tak, ten problem był mój i prawie rzuciłam laptopem o ziemię, kiedy po raz kolejny nie chciało mi się pokazać zdjęcie pożądanych przeze mnie zimowych butów). Nawet się nie zniżę do wyjaśniania, w jaki sposób problem z ikoną dźwięku nie jest realnym problemem – a co do samolotu, wrócę do niego na końcu.
Nie są to więc w żadnym wypadku problemy takie, jak głód w Jemenie czy choćby aresztowania w kontekście afery ze SKOK Wołomin. Niemniej jednak emocje z nimi związane są prawdziwe, silne i bardzo powszechne. To dlatego, że w stosunkowo bogatych społeczeństwach Zachodu, a już na pewno w ich klasie średniej, w pewnym momencie niezauważenie najważniejszą wartością stała się wygoda. Nie zysk, nie jakość, nie etyczna wartość produktu, ale właśnie wygoda. Rozumiem ją niekoniecznie jako wylegiwanie się na gęsim puchu (choć i to nie zaszkodzi), ale jako łatwość obsługi, gładkość działania, prostota procesu, redukcja kroków koniecznych do osiągnięcia celu – w takim sensie, w jakim zalajkowanie postu na Facebooku jest łatwiejsze od odwiedzin u przyjaciela.