Z powodu upływu czasu nie ma szans, by od strony prawno-karnej wrócić do odpowiedzialności osób, które dopuściły się przestępstw w związku z FOZZ-em - powiedział w sobotę na konferencji prasowej minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Ziobro pytany był, czy możliwe jest, że jeśli pojawią się jakieś nowe fakty w sprawie FOZZ, będą stawiane kolejne zarzuty.

"Niestety upływ czasu, w zderzeniu z obowiązującym w Polsce prawem i do tego jeszcze zmianami, jakie wprowadziła PO pod koniec swojego urzędowania, która wprowadziła de facto taką cichą amnestię (...), spowodował, że nie ma dzisiaj w mojej ocenie szans na to, żeby wrócić - od strony prawno-karnej - do odpowiedzialności tych, którzy dopuścili się przestępstw w związku z FOZZ-em" - powiedział Ziobro.

Reklama

"Można natomiast dążyć do tego, aby ujawnić pewne okoliczności i fakty, które z całą pewnością mogą mieć charakter kompromitujący i mogą wiele mówić o początkach tworzenia się wielkich fortun i sfery wpływów w różnych obszarach funkcjonowania III RP. Na pewno tego rodzaju informacje, gdyby wypłynęły z tej sprawy, mogłyby być pouczające i dające do myślenia" - uważa minister sprawiedliwości.

"Przypomnę, że w wyniku nowelizacji kodeksu karnego dokonanej właśnie pod koniec rządów PO przedawniły się różne sprawy, też jeden z aspektów sprawy Art B, sprawy związane z funkcjonowaniem najgroźniejszych grup przestępczych, które działały w latach 90-tych w Polsce. To był prezent PO i PSL-u dla groźnych przestępców. Skutki tego prezentu są nieodwracalne, bo na mocy polskiej konstytucji, jeżeli coś się przedawniło, to już nie ma do tego powrotu" - powiedział.

Odpowiadając na pytanie, kto może się obawiać powrotu Dariusza Przywieczerskiego do Polski, Ziobro powiedział, że "nie ulega wątpliwości, że fundusz ten i działanie Banku Handlowego (...) były realizacją tej zasady, o której słyszeliśmy na początku lat 90-tych - za czasów rządów pana Jana Krzystofa Bieleckiego stało się to szczególnie popularne, przypomnę doradcy Donald Tuska - która mówi, że pierwszy milion dolarów trzeba ukraść".

"Ten fundusz służył temu, by ten pierwszy milion dolarów ukraść, a czasami kradziono dziesiątki milionów dolarów i robiły to grupy osób, które miały kontakty z ówczesną władzą, a przede wszystkim władzą jeszcze PRL-owską, ludźmi służb specjalnych i ludźmi, którzy byli ulokowani w Banku Handlowym i ministerstwie finansów" - powiedział.