Władze sądownicze w Tunezji nakazały wypuszczenie z aresztu Samiego A., deportowanego z Niemiec w związku z podejrzeniami, że jako islamistyczny bojownik był ochroniarzem Osamy bin Ladena - poinformowała w piątek tunezyjska agencja ds. walki z terroryzmem.
Reklama

Władze tunezyjskie uznały, że nie dysponują dowodami, które usprawiedliwiałyby dalszy pobyt Samiego A. w areszcie - poinformował rzecznik agencji antyterrorystycznej Sofian Sliti. Jak dodał, toczące się w sprawie Samiego A. dochodzenie jest kontynuowane i do jego zakończenia mężczyzna będzie odpowiadał z wolnej stopy.

Według słów Slitiego mężczyzna na razie nie będzie mógł wrócić do Niemiec - jego paszport stracił ważność i został mu skonfiskowany, a on sam będzie jeszcze przesłuchiwany. Z drugiej strony władze nie wydały w jego sprawie oficjalnego zakazu wyjazdu z kraju; decyzję w tej sprawie podejmie sąd na początku przyszłego tygodnia - przekazał rzecznik.

13 lipca pochodzący z Tunezji Sami A. został deportowany z Niemiec do swojego kraju pochodzenia, mimo że dzień wcześniej wieczorem sąd w Gelsenkirchen nie wyraził zgody na deportację do czasu dokładnego zbadania sprawy. Zamieszanie wynikło z faktu, że faks informujący o decyzji sądu został wysłany dopiero dzień później, gdy samolot z A. na pokładzie zdążył już wylądować w Tunezji.

Sąd uważa, że mężczyzna powinien pozostać w Niemczech do czasu otrzymania przez rząd Niemiec gwarancji, że nie będzie poddany torturom w swojej ojczyźnie. Zagroził on Federalnemu Urzędowi ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) w Bochum, gdzie Sami A. mieszkał od 1997 roku, karą 10 tys. euro, jeśli najpóźniej do 31 lipca nie sprowadzi mężczyzny na swój koszt z powrotem do Niemiec.

Jak wyjaśnił Sliti, Sami A. jest podejrzany o to, że należał do ochrony ówczesnego szefa Al-Kaidy Osamy bin Ladena i jako jego ochroniarz odbył szkolenie wojskowe w Afganistanie. Ponadto władze w Tunezji badają, czy w Niemczech nie angażował się w działalność ekstremistyczną.

W Niemczech władze uważają Tunezyjczyka za osobę stanowiącą potencjalne zagrożenie, ale nie dowiedziono mu przynależności do organizacji terrorystycznej, a dochodzenie w tej sprawie zostało zawieszone.

Sprawa Samiego A. wypłynęła, gdy niemieckie media ujawniły w kwietniu, że mężczyzna otrzymuje zasiłki socjalne, choć agencje wywiadowcze uznały go za osobę stanowiącą potencjalne zagrożenie. Dziennik "Bild" ustalił, że władze próbowały deportować Samiego A. od 2006 roku, ale dalszych działań zaniechano ze względu na grożące mu tortury w Tunezji.

Deputowany współrządzącej w Niemczech chadeckiej CDU, Armin Schuster, powiedział dziennikowi "Berliner Zeitung", że "skoro tunezyjskie władze wypuściły (Samiego A.), to rozbija to argument o grożących mu tam torturach". To zaś oznacza - dodał - że przy próbie ponownego wjazdu do Niemiec mężczyzna powinien zostać zawrócony na granicy.

Prawniczka Tunezyjczyka w Niemczech zapowiedziała, że zamierza wywierać presję na władze Bochum, by wydały mu wizę i sprowadziły z powrotem, skoro wcześniej odmowę podjęcia działań argumentowały pobytem Samiego A. w tunezyjskim areszcie.

Rzecznik tunezyjskiej agencji antyterrorystycznej podkreślił, że dotychczas nie została podjęta próba sprowadzenia Samiego A. z powrotem do Niemiec.