"Polska na liście eksporterów stali i aluminium do USA zajmuje dopiero 60 miejsce, więc teoretycznie podwyżka stali o 25 proc. i aluminium o 10 proc., nie powinna mieć dla naszych producentów znaczenia" - powiedział w poniedziałek PAP główny ekonomista firmy analitycznej Coface Grzegorz Sielewicz. Z przytoczonych przez niego danych wynika, że Polska wysyła do USA jedynie 9 tys. ton z 4,9 mln ton stali eksportowanej z Unii Europejskiej.

Dodał też, że zmiana taryfy najbardziej dotknie Niemcy, które eksportują za Atlantyk ok. 20,5 proc. swojej produkcji. Zaznaczył jednak, że podwyżka ceł w USA na pewno wpłynie na ceny stali i aluminium w UE.

Jego zdaniem, w ciągu najbliższych miesięcy można spodziewać się obniżek cen tych metali na świecie, ze względu na wzrost podaży. "Na rynek unijny trafi nie tylko część produkcji niemieckiej - eksportowanej do tej pory do USA, ale też metale np. z Chin, Kanady czy Meksyku, które też dotknęły podwyżki (prezydenta USA - PAP) Donalda Trumpa - mówi Sielewicz. To, jego zdaniem, oznacza, że Polska, która w ubiegłym roku zwiększyła eksport o 43 proc. teraz będzie musiała ostrzej konkurować np. z Chińczykami.

Reklama

Według Sielewicza w najbliższym czasie można spodziewać się kroków odwetowych UE. Ekspert zaznacza jednak, że Wspólnota ma ograniczone możliwości manewru. "Pojawiły się propozycje wprowadzenia wyższych ceł np. na amerykańskie motocykle, sok pomarańczowy czy alkohole, ale są to produkty zajmujące niewiele miejsca w bilansie handlowym" - mówi.

Jego zdaniem, najbardziej bolesne dla USA mogłoby być wprowadzenie działań, które uderzyłyby w amerykańskie koncerny cyfrowe typu Amazon czy Google. "Można to zrobić np. wprowadzając konieczność rejestracji tych firm w poszczególnych krajach a nie tylko tych, które mają niższe podatki takie jak np. Irlandia - wyjaśnia Sielewicz. Dodaje też, że KE mogłaby też np. wprowadzić wyższe opodatkowanie dla tych koncernów.

Ekonomista zauważył również, że podwyżka ceł na stal i aluminium może być tylko preludium do wprowadzenia przez Donalda Trumpa polityki zwiększającej ochronę amerykańskiego rynku. Przypomina, że już rok temu prezydent USA wspominał np. o ograniczeniu importu europejskich samochodów. "Taki krok byłby dla Polski bolesny, bo jesteśmy jednym z największych dostawców podzespołów i części dla dużych europejskich koncernów motoryzacyjnych" - zauważa.

Według Sielewicza protekcjonizm i wojny handlowe nigdy nie przyniosły korzyści światowej gospodarce. Ekonomista przypomina też, że wyższe cła na stal wprowadził już w 2002 roku George W. Bush, ale wycofał się z tego po 18 miesiącach. "Owszem, w początkowym okresie producenci amerykańscy na tym skorzystali, ale w ogólnym bilansie negatywne efekty tego kroku okazały się większe niż pozytywy" - mówi Sielewicz.(PAP)

Wyższe cła na stal i aluminium do USA obowiązują od 1 czerwca tego roku.

autor: Ewa Wesołowska