Niewiele wskazuje na to, żeby Włochy zwane „chorym człowiekiem Europy” miały poczuć się lepiej. Wczorajsze zawirowania na rynkach finansowych dowodzą, że niskie koszty obsługi długu, od których zależy stabilność budżetowa, nie są dane na zawsze.
Prezydent Sergio Mattarella zablokował zawiązanie koalicji i powołanie rządu przez antysystemową Ligę Północną i Ruch 5 Gwiazd. Pogratulował mu Emmanuel Macron. Ucieszyli się Niemcy, którzy ustami komisarza Günthera Oettingera wyrazili nadzieję, że nastroje na rynkach europejskich (czyt.: wysokie koszty obsługi włoskiego długu) spacyfikują populistów z prawej i lewej strony sceny politycznej.
Ale nadzieje na powstrzymanie turbopopulistycznej fali w trzeciej gospodarce strefy euro mogą być płonne. Jak do tej pory lobbowanie przeciw Lidze i Ruchowi jedynie poprawia ich notowania. Według „Frankfurter Allgemeine Zeitung” oba ugrupowania po ewentualnych kolejnych wyborach będą jeszcze bardziej „anty”: antyunijne, antyestablishmentowe i antysystemowe.
Włochy to zresztą niejedyny problem strefy euro. Na horyzoncie jest również niestabilność w innej dużej gospodarce – Hiszpanii. Na piątek zaplanowano głosowanie nad wotum nieufności dla premiera Mariano Rajoya. Los jego rządu – w związku z pogłębiającym się kryzysem korupcyjnym – jest niepewny. Do tego tli się nierozwiązany problem separatyzmu katalońskiego.