W Borzęcinie tyka bomba ekologiczna - twierdzi prof. Tibor Petrys, fizykochemik z Krakowa. Chodzi o dwutlenek węgla składowany pod ziemią. Unijni eksperci dopiero pracują nad technologią jego bezpiecznego przechowywania, tymczasem w Polsce proceder ten trwa już od 13 lat.
Składowanie CO2 pod ziemią ma być jednym ze sposobów walki z globalnym ociepleniem. Wielkim koncernom zależy na wdrożeniu tej technologii, bo dziś płacą gigantyczne sumy za emitowanie gazów cieplarnianych do atmosfery. Według niektórych naukowców dwutlenek węgla szkodziłby o wiele mniej, gdyby tłoczyć go pod ziemię, na przykład w składowiska po wydobytym gazie ziemnym i ropie. Ale technologia ta nie jest jeszcze dopracowana pod względem bezpieczeństwa. "To tykająca bomba i potencjalne zagrożenie dla dziesiątków tysięcy ludzi" - ostrzega prof. Tibor Petrys, emerytowany wykładowca Politechniki Krakowskiej.
Tymczasem w Polsce gazy składowane są pod ziemią już od 13 lat. "To pierwsza taka technologia na świecie" - mówi Jan Lubaś z Instytutu Nafty i Gazu, który sprawuje naukowy nadzór nad złożami w Borzęcinie. Gaz pod ziemię tłoczy zielonogórski oddział Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG). "Dwutlenek węgla i siarkowodór występują razem z gazem ziemnym. Są wydobywane, oddzielane, gaz ziemny trafia do odbiorców, a pozostałe gazy wędrują tam skąd je wydobyto. 60 proc. tej mieszanki to CO2" - tłumaczy Lubaś.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.