Autopromocja

Lokowanie na ekranie: Marki wchodzą do internetu

Szybki internet może teraz dotrzeć nawet do małych miejscowości
Eksperci przyznają, że internet rewolucjonizuje tradycyjne podejście do product placementu.Media
30 marca 2016

Rynek telewizyjnego product placement się nasycił, marki coraz śmielej wchodzą do internetu.

2502557-.jpg
Telewizyjny rynek lokowania produktu

Z szacunków Pentagon Research dla DGP wynika, że wydatki na lokowanie produktów przekroczyły w 2015 r. 160 mln zł. Po okresie dynamicznego wzrostu na rynku telewizyjnego product placement zapanowała lekka stagnacja.

– Może to być związane ze zbyt częstym wykorzystywaniem tego narzędzia komunikacji marketingowej oraz mniejszą liczbą programów premierowych – tłumaczy Tomasz Sieniutycz z Pentagon Research. Liderem pozostaje TVN. Pionier, który jako pierwszy zaczął oferować taką formę reklamy, zgarnia połowę pieniędzy inwestowanych w lokowanie produktu. Ale goni go Polsat, gdzie trafia 35 proc. wydatków. Jeszcze trzy lata temu udział w rynku TVN sięgał 64 proc. (Polsat miał wtedy 17 proc.). – Ale Polsat zaczął bardzo mocno inwestować w product placement jako potencjalne źródło przychodów i szybko nadrabia straty. W ciągu trzech lat podwoił udziały w rynku i stał się bardzo ważnym graczem. W mistrzowski sposób komunikuje dziś także marki związane ze swoim holdingiem – mówi nam Sieniutycz. Przykładowo na lokowanie produktów i usług Polkomtela, należącego do grupy Zygmunta Solorza-Żaka, wydano w zeszłym roku 35 mln zł (wartość cennikowa).

Pentagon Research szacuje, że w 2015 r. najchętniej w ten sposób reklamowali się producenci artykułów żywnościowych – 38 proc. wydatków oraz firmy z wyposażeniem dla domu lub biura – 15 proc. Choć nadal nie brak nieudolnych i rażących przykładów product placement, to coraz częściej pojawiają się też subtelniejsze przykłady lokowania.

– Wynika to z tego, że odbiorcy też są coraz bardziej wymagający – przyznaje Urszula Chim-Parol z Pro-Loko. Dodaje, że nie bez znaczenia jest też rosnąca rola internetu. – W treściach internetowych dużo rzadziej można spotkać nachalny i źle dobrany product placement, bo jest tu większa obawa przed uwagami i krytyką odbiorców. W telewizji często brakuje tego hamulca – dodaje.

Eksperci przyznają, że internet rewolucjonizuje tradycyjne podejście do product placementu. – Teraz nie wystarczy już umieszczenie produktu w programie i samo pokazanie marki. Liczą się wiarygodność i zbudowanie zaangażowania. To możemy osiągnąć głównie w internecie, w social mediach. Tutaj jest miejsce dla autentycznych twórców, również amatorów, którzy są obserwowani i naśladowani przez swoich fanów – tłumaczy Chim-Parol.

Zmiany na rynku wymusiła też implementacja dyrektywy audiowizualnej w 2011 r., w pełni legalizująca product placement. – Uregulowanie wpłynęło korzystnie na rynek, zmniejszyło szarą strefę i wpłynęło na zwiększenie przychodów nadawców, bo pieniądze szerszym strumieniem popłynęły do biur reklamy – przyznaje Sieniutycz. Trzy lata temu czarny rynek, gdzie transakcji nie realizuje się oficjalnie przez biuro reklamy, ale zawiera się je bezpośrednio pomiędzy producentem programu a klientem, wart był 50 mln zł. A obecnie jego wartość szacowana jest na 18 mln zł.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.