Na półmetku rządów PiS w dojrzałą fazę weszła nacjonalizacja sfery publicznej. Jej efektem może być ucieczka z pułapki średniego rozwoju. Ale są też niebezpieczeństwa.
Wyrywać Polskę z pułapki średniego rozwoju – to wizja polityki gospodarczej, której realizację PiS uzależnia od mocy państwa. Rządzący chcą repolonizować te obszary, które ich zdaniem pochopnie zostały oddane w prywatne ręce. Kilka dni temu wicepremier Mateusz Morawiecki mówił o tym, że „repolonizacja jest wyraźnym znakiem zmiany systemu”. Efektem tej zmiany jest wchodzenie państwa w kolejne obszary życia publicznego. Jesteśmy świadkami swego rodzaju nacjonalizacji sfery publicznej. Efekty tego procesu są trudne do przewidzenia. Może nim być ucieczka ze wspomnianego średniego rozwoju, ale też wpadnięcie w kolejną pułapkę: kartelizacji państwa i klientelizmu czyli układu nieformalnych zależności typu ekonomiczno-politycznego.
PiS skończył ze sprzedażą państwowego majątku. Symbolicznie zlikwidował Ministerstwo Skarbu. Państwo odkupiło od włoskiego właściciela Bank Pekao. Poprzednia ekipa też miała takie zakusy – PKO BP podjął się misji „odzyskania” irlandzkiego BZ WBK. Nie udało się. W sferze zarządzania majątkiem państwowym PiS wszedł więc w buty, które już nieco rozchodzili poprzednicy. Prawdziwy zwrot w polityce gospodarczej to nie próby „udomowiania” kolejnych sektorów czy podmiotów, ale centralne kierowanie nimi. Widzialna ręka państwa ma zwycięsko siłować się z niewidzialną ręką rynku. Reguły gry zaś określa Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.