Starcia zbrojne, które zaczęły się w nocy z niedzieli na poniedziałek w Kirkuku, są efektem długiego sporu między Kurdami, a władzami irackimi o to miasto i prowincję. Powody konfrontacji są jednak bardziej złożone. W tle jest też konflikt wewnątrzkurdyjski.

Główną przyczyną sporu o Kirkuk jest jego skomplikowana struktura etniczno-religijna, w szczególności roszczenia zgłaszane do niego przez Kurdów, Turkmenów i Arabów. Znaczenie Kirkuku jest związane również ze znajdującymi się tu potężnymi złożami ropy naftowej i gazu ziemnego.

Po obaleniu Saddama Husajna miało tu zostać przeprowadzone referendum, w którym mieszkańcy całej prowincji mieli zdecydować, czy chcą przyłączenia do utworzonego wówczas Regionu Kurdystanu. Referendum jednak się nie odbyło, a w 2014 r. armia iracka wycofała się z Kirkuku pod naporem Państwa Islamskiego (IS). Część prowincji zajęło IS, natomiast miasto, złoża ropy i gazu, a także większość prowincji znalazła się pod kontrolą kurdyjskich oddziałów Peszmergi.

Reklama

Kirkuk jako nazwa odnosi się zarówno do jednej z prowincji Iraku, jak i miasta, które jest jej centrum administracyjnym. Miasto Kirkuk jest wieloetniczne. Kurdowie w Iraku uznają je za swoją historyczną stolicę, zamieszkaną przez nich od starożytności. Do miasta zgłaszają jednak roszczenia również Turkmeni, którzy zostali tu osiedleni przez tureckich Seldżuków w XI w. Od co najmniej początku XX w. do czasów wdrożenia polityki arabizacji przez reżim Husajna dominowali oni na kirkuckim bazarze i byli największą grupą etniczną w tym mieście (37 proc. w porównaniu z 33 proc. Kurdów, według spisu z 1957 r.). Są oni ponadto podzieleni na sunnitów i szyitów, co wobec obecnie panujących w Iraku napięć na tle religijnym ma ogromne znaczenie. Arabowie do lat 70. odgrywali najmniejszą rolę w mieście Kirkuku, stanowiąc około 20 proc. miejscowej populacji. Inne proporcje ludności występowały jednak w prowincji. Kurdowie, według spisu z 1957 r., stanowili ponad 48 proc. miejscowej populacji, a Turkmeni tylko 21 proc., natomiast Arabowie - 28 proc.

W 1970 r. rządząca w Iraku partia Baas podpisała z Kurdami porozumienie o ustanowieniu autonomicznego regionu kurdyjskiego i przeprowadzeniu referendum na terenach mieszanych etnicznie, zwanych od tamtego czasu "terenami spornymi". Obejmowały one również Kirkuk. Saddam Husajn gotów był jednak pójść dalej i zgodzić się na secesję Kurdystanu, pod warunkiem rezygnacji z Kirkuku. Kurdowie odrzucili tę propozycję, co doprowadziło do nowej, przegranej przez nich wojny. Zwycięski Husajn rozpoczął akcję arabizacji polegającą na wysiedleniach ludności kurdyjskiej i turkmeńskiej oraz sprowadzaniu ludności arabskiej.

Reklama

Po upadku Husajna Kurdowie zajęli Kirkuk, ale pod naciskiem USA wycofali się stamtąd. W zamian do konstytucji Iraku wpisany został art. 140, który zakładał przywrócenie stanu etnicznego sprzed akcji arabizacyjnej na terenach spornych, w tym w Kirkuku, sporządzenie rejestru ludności i na jego podstawie przeprowadzenie referendum dotyczącego przyłączenia do Regionu Kurdystanu. Jednym z głównych zarzutów Kurdów w stosunku do irackiego rządu federalnego było właśnie nieimplementowanie tego zapisu.

Kurdowie jednak doprowadzili do przywrócenia wcześniejszego stanu etnicznego i stanowią obecnie około połowy ludności prowincji. W 2005 r. wygrali też wybory do rady prowincji, która wybiera gubernatora. Zdobyli w nich 60 proc. głosów, ale stało się tak dzięki bojkotowi wyborów przez Arabów. Przedstawicieli tej grupy dokooptowano później do rady prowincji, która wybrała na gubernatora Kurda Nedżmetina Karima. Przez następne 12 lat żadnych wyborów już jednak nie przeprowadzono z obawy, że wskażą one proporcje etniczne w prowincji i mieście Kirkuk.

W czerwcu 2014 r. Peszmerga zajęła miasto Kirkuk, wraz z większością prowincji i do końca 2016 r. ponosiła główny ciężar walk z oddziałami IS, okupującymi dystrykt Hawidża, będący częścią prowincji Kirkuk. Gdy jednak we wrześniu 2017 r. armia iracka i Oddziały Mobilizacji Ludowej (PMF) rozpoczęły ofensywę przeciwko IS w Hawidży, Peszmerga nie wzięła udziału w walkach.

25 września władze Regionu Kurdystanu przeprowadziły referendum niepodległościowe, które zostało uznane przez władze irackie za nielegalne. Referendum odbyło się również w Kirkuku, choć nie podano oficjalnych wyników odnoszących się tylko do tej prowincji. W odpowiedzi na referendum, iracki parlament przyjął kilka uchwał, wprowadzających sankcje przeciwko Kurdystanowi, m.in. wzywając do przywrócenia kontroli nad terenami spornymi, w tym Kirkukiem, przez wojsko irackie. Premier Iraku Hajdar Dżawad al-Abadi zwlekał jednak z realizacją tej decyzji i zapowiedział, że wojsko nie będzie walczyć z Kurdami.

Propozycje najbardziej radykalnych kroków pochodziły od b. premiera Nuri al-Malikiego. W kwietniu 2018 r. planowane są wybory parlamentarne w Iraku, po których Maliki chce ponownie objąć władzę. Jest on jednak postrzegany jako główny sojusznik Iranu, co powoduje, że USA starają się wzmacniać pozycję Abadiego. Referendum osłabiało Abadiego jako niezdolnego do utrzymania integralności terytorialnej Iraku. Dlatego USA dwa dni przed referendum zaproponowały prezydentowi Regionu Kurdystanu Masudowi Barzaniemu wsparcie w negocjacjach z Bagdadem, w tym w sprawie implementacji art. 140, a więc przyłączenia Kirkuku do Regionu Kurdystanu. W przypadku fiaska negocjacji USA obiecały poprzeć referendum. Barzani w zamian miał odłożyć przeprowadzenie tego referendum o rok, ale odrzucił tę propozycję.

Część opozycji w Kurdystanie jeszcze przed referendum ostrzegała, że spowoduje ono utratę kontroli nad Kirkukiem i nie doprowadzi do uzyskania niepodległości. Większość Kurdów uważa bowiem, że niepodległość bez Kirkuku nie ma sensu. Opozycja oskarżała też Barzaniego, że prawdziwym celem referendum jest chęć umocnienia własnej władzy. Prezydencka kadencja Barzaniego upłynęła bowiem 4 lata temu, a wybory zaplanowane na 1 listopada w obecnej sytuacji zapewne się nie odbędą. Krytycy obecnych władz Regionu Kurdystanu zarzucają im też, że nie wiadomo, jaki jest los dochodów ze sprzedaży kirkuckiej ropy.