W pogoni za sensacją nie ma żadnych zasad. "Wolny strzelec" wchodzi do kin

Kadr z filmu "Wolny strzelec"
Wolny strzelecMedia
21 listopada 2014

W pogoni za sensacją przestają bowiem obowiązywać jakiekolwiek zasady, a codzienność reportera (a może raczej łowcy) sprowadza się do prostej maksymy „cel uświęca środki”. A skoro jedyną miarą sukcesu są słupki oglądalności, zamiast komuś pomóc, lepiej przecież nakręcić to, jak cierpi.

Są takie filmy, które niejako mimochodem demaskują mechanizmy działania współczesnych mediów. Ukazują hierarchię wartości, w której słowo „moralność” zastąpione jest przez „wyłączność”, o etyce dziennikarskiej najwyraźniej nikt nie słyszał, a empatia stanowi wyraz największej słabości. Tak było chociażby w przypadku „Urodzonych morderców” Olivera Stone’a czy „Zaginionej dziewczyny” Davida Finchera. Reżyserski debiut doświadczonego scenarzysty Dana Gilroya to kolejny film należący do tej rodziny, tyle że traktujący całą sprawę w sposób dużo bardziej bezpośredni.

Pozostało 77% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.