Lord Baelish „Littlefinger” to jedna z bardziej charakterystycznych postaci w „Grze o tron”. O jego związkach z Machiavellim, międzykontynentalnych podróżach i wyobraźni George’a R.R. Martina rozmawiamy z grającym go Aidanem Gillenem
„Gra o tron” to serial, którego siłą nie są pojedyncze nazwiska, a cały zespół. Taka sytuacja jest dla pana komfortowa?
Podoba mi się ta struktura. Występowałem w podobnie skonstruowanych serialach już chyba cztery razy, niech policzę – „Prawo ulicy”, „Queer as folk”, „Gra o tron” i nowy irlandzki serial „Love/Hate”, który pokazywany jest od niedawna w brytyjskiej telewizji. Według mnie choćby epizod w świetnej produkcji to o wiele więcej niż główna rola w byle czym. Poza tym taka konstrukcja daje poczucie zespołowości. Miło jest nie musieć obcować ze strukturą, która wypycha na pierwszy plan tylko kilka nazwisk. Lubię to także jako widz: wiele postaci, wątków... Moim naturalnym środowiskiem jest teatr, gdzie pojęcie zespołu jest absolutnie podstawowe. Nigdy nie miałem potrzeby zwracania uwagi tylko na siebie, nie traktowałem aktorstwa jako środka do sławy czy zostania gwiazdą. Radzenie sobie z konsekwencjami takiego stanu rzeczy chyba by mnie przerosło... A kiedy jedziemy z ekipą „Gry...” na premierę, wszyscy mają mniej więcej tyle samo pracy, presja rozłożona jest po równo.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.