Ożywianie smoka Smauga

"Hobbit: Pustkowie Smauga" Ian McKellen, Sylvester McCoy
"Hobbit: Pustkowie Smauga" Ian McKellen, Sylvester McCoyMedia / Courtesy of Warner Bros. Picture
23 kwietnia 2014

Gdybyśmy chcieli w Polsce stworzyć kino na wielką skalę, musielibyśmy postarać się tylko o pieniądze, bo wysokiej klasy kadrę filmową mamy już na miejscu – mówi Maciej Sznabel, animator, który pracował na planie "Hobbita".

Był pan fanem „Hobbita” w młodości?

„Hobbita” dostałem w podstawówce jako nagrodę w konkursie ortograficznym. Do dziś śmieję się, że to chyba najlepsze, co dała mi formalna edukacja! W pewnym sensie praca przy filmowym „Hobbicie” jest spełnieniem dawnych marzeń o współtworzeniu wizji tolkienowskiego świata. I to w czasach, kiedy tendencją światowego kina wydaje się minimalizacja udziału animacji w produkcji na rzecz scen z prawdziwymi aktorami. Nie odnoszę wrażenia, żeby udział animacji w produkcji zmniejszał się. Wręcz przeciwnie – wiele filmów coraz bardziej opiera się na możliwościach, jakie daje realistyczna animacja postaci. To właśnie reżyser korzysta na tym najbardziej – nasza praca daje mu możliwość wprowadzania zmian na dowolnym etapie produkcji. Często się zdarza, że jakieś ujęcie wymaga przerobienia, a nie ma możliwości nakręcenia ponownie zdjęć. Plan jest rozmontowany, aktorzy już wyjechali. Wtedy zastępujemy aktorów animowanymi komputerowo dublerami, modyfikujemy albo dodajemy ruch postaci.

Pozostało 99% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.