Dopiero kiedy pozbyłem się pychy, zacząłem w miarę dobrze pisać – mówi Wojciech Chmielarz, jeden z najciekawszych polskich specjalistów od prozy kryminalnej
Mam taką teorię, że wybuch popularności naszego rodzimego kryminału to znak osiągnięcia przez Polaków pewnej społecznej dojrzałości – związanej z narodzinami od tak dawna wyczekiwanej klasy średniej.
Wojciech Chmielarz: W sumie podoba mi się teoria, bo zakłada, że wraz z klasą średnią pojawia się też klasa czytelników, więc może pisanie książek stanie się bardziej sensownym zajęciem. Ale mówiąc serio, kryminał zrobił się u nas naprawdę popularny, kiedy spadła przestępczość. To, co się działo w Polsce pod koniec lat 90. zeszłego wieku, było naprawdę przerażające. Struktury państwa były do tego stopnia słabe, że po serii nagłych zgonów przywódców półświatka pytano, kto właściwie teraz rządzi w tym kraju, skoro nie żyją Pershing, Carrington i Nikoś. Szczęśliwie, dzięki reformom w policji, udało się zwalczyć tę najbardziej spektakularną zorganizowaną przestępczość i zrobiło się znacznie spokojniej. Gdy znikło bezpośrednie poczucie zagrożenia, że ktoś da nam ni stąd, ni zowąd w mordę albo że trafi nas zabłąkana kula, publiczność zapragnęła poczytać o tym wszystkim w powieściach kryminalnych, chcąc poczuć ten dreszczyk emocji, którego już brak w codziennym życiu. To nie znaczy, że w Polsce nie ma przestępczości – choćby mało efektownej przestępczości gospodarczej – ale to już całkiem inny temat.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.