Czytanie „Nawozów sztucznych dla artystów i sprzątaczek” Tadeusza Nyczka przywraca wiarę, że możliwe jest jeszcze, by poprzez teatr pisać o świecie i o ludziach. Ironią bronić się przed postępującą głupotą
Tadeusza Nyczka poznałem lepiej w lipcu 2010 roku, gdy przychodziłem do „Przekroju”, by pokierować tam działem kultury. Grunt przygotował mi sukces Dziennikowej „Kultury”, no ale to był „Przekrój”. Można przeczytać w jednym z pomieszczonych w książce tekstów, że przez lata było wspaniale, redaktorzy bawili się jak dzieci, długo każdy dobry pomysł był realizowany, a rachunek bez zbędnych fochów opłacany. W „Przekroju” zgromadzili się ludzie wyjątkowi, zrozumiałe więc, że z początku spoglądali na mnie trochę spode łba. Redaktor Nyczek podobnie i chwilę trwało, zanim skruszyłem niewidzialny mur nieufności. Potem wszystko wiedzący wydawca rozwalił najsłynniejszy polski tygodnik, niektórzy – jak m.in. Nyczek – odeszli wcześniej, resztę działu przepędzono na cztery wiatry. Pismo dryfowało jeszcze na lewo, następnie przez chwilę próbowało zaprzeczyć własnej legendzie. Z zazdrością słuchałem kolegów, kiedy opowiadali, jak to wcześniej bywało. Wiedziałem, że załapuję się na samą końcówkę. Jednak spotkałem się z ludźmi „Przekroju”, tymi, którzy mieli prawo tak się tytułować. Zostały mi po tym krótkim czasie może nie zażyłe przyjaźnie, ale na pewno ciepłe znajomości.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.