Nowy przekład „Trzech muszkieterów” Aleksandra Dumasa to dobra okazja, by przypomnieć sobie jedną z najbardziej wpływowych powieści w dziejach
Niewiele jest na świecie książek, które znają (albo im się wydaje, że znają) praktycznie wszyscy – nawet jeśli ich nie czytali. Przynajmniej w tym sensie „Trzej muszkieterowie” Aleksandra Dumasa nie ustępują Staremu i Nowemu Testamentowi. Skoro więc wszyscy znają przygody narwanego gaskońskiego młodzieńca i jego trzech przyjaciół, trudno nawet rozprawiać o treści tej historii – liczą się za to osobiste odczucia i skojarzenia. W moim przypadku „Trzej muszkieterowie” przywołują wspomnienie koszmarnej anginy, jednej z wielu, które dopadały mnie w dzieciństwie. Mam siedem, może osiem lat, dobiega właśnie kresu optymistyczny karnawał „Solidarności”, a ja siedzę pod kołdrą, pocę się jak mysz i zawzięcie czytam książkę Dumasa. Niewiele z niej rozumiem, niczego nie wiem o XVII-wiecznej Francji, hugenotach, kardynale Richelieu i romansach królowej Anny Austriaczki, ale czytam, bo za wszelką cenę muszę się dowiedzieć, co będzie na następnej stronie.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.