Autopromocja

Kevin Bacon o serialu "The Following": Ta produkcja stała się wyzwaniem

20 czerwca 2013

Potrzebowałem odmiany. A ta produkcja mi ją dała. Stała się wyzwaniem – opowiada Kevin Bacon, który gra główną rolę w serialu „The Following”

Podobno od dłuższego czasu rozglądał się pan za odpowiednią rolą w telewizji?

Kevin Bacon: Mniej więcej od trzech, czterech lat szukałem dobrej roli.To wynik zmiany mojego podejścia do tego medium na przestrzeni lat. Gdy zaczynałem karierę, grywało się operach mydlanych, nie było raczej innego wyjścia. Kiedy wreszcie udało mi się z nich wyswobodzić, powiedziałem sobie: „Co jak co, ale na pewno już tutaj nie wrócę”.Co prawda nie miałem wtedy specjalnie pracy, a oferowano mi kolejny kontrakt w telewizji, ale go odrzuciłem.Oczywiście trzeba pamiętać, że to, co pojawiało się wtedy na małym ekranie, wyglądało zgoła inaczej niż teraz.Zdarzały się co prawda ciekawe produkcje, ale do telewizji szło się raczej zakończyć karierę, a nie nią na telewizji budować. Dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem fanem tego medium.Od lat widzę, jak się doskonale rozwija, jak zaskakuje i jest otwarte na nowatorskie pomysły. Na początku oglądałem „Sześć stóp pod ziemią”, „Prawo ulicy”, „Rodzinę Soprano”. Potem doszły serie typu „Dexter”, „Breaking Bad”, „Homeland” czy „The Killing” i okazało się, że telewizja może być bardzo ciekawą i ważną częścią kultury. Z drugiej strony kurczy się rynek filmów, bo wytwórnie wolą wyprodukować mniej, ale za to z większym budżetem. Aw kilku superprodukcjach za 200 mln dol. na rok niełatwo znaleźć role. Dlatego telewizja stawała się powoli oczywistym wyborem.

Dlaczego zdecydował się pan akurat na serię „The Following”?

Byłem zaangażowany wstępnie w dwa inne projekty, ale to nie było jeszcze do końca to, o co mi chodziło. Czytałem wiele scenariuszy, ale nawet jak imponujący był pierwszy odcinek, to nie do końca widziałem w nich miejsce dla siebie. W poszukiwaniu roli skupiałem się głównie na tym, żeby nie zagrać czysto złej postaci, bo w ostatnim czasie zostałem już do takich ról przypisany. Chciałem odmiany. „The Following” mi ją dał. Stał się wyzwaniem. Granie złych gości przestało już dawać mi radość.Oczywiście wciąż są w tej materii ciekawe propozycje, ale mnie już znudziło granie zniszczonych, potarganych, przewidywalnych facetów. Mógłbym pójść na łatwiznę i pojawić się znowu w takiej roli w telewizji i odbierać co miesiąc czek za serial, ale to mnie nie interesowało.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.