Dziś możemy przenieść komiks do kina, pokazać na ekranie praktycznie wszystko, co tylko nam się zamarzy – mówi Sebastian Stan, czarny charakter z filmu „Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz".
Poprzednio, w „Kapitanie Ameryce: Pierwszym starciu”, grałeś Bucky’ego, teraz grasz jego późniejsze wcielenie, Zimowego Żołnierza. Czy była to dla ciebie zupełnie nowa rola, czy raczej rozwinięcie wcześniejszej?
Zimowy Żołnierz to facet po praniu mózgu, co czyni z niego zupełnie inną postać, musiałem się jej od nowa nauczyć. Na szczęście kręciliśmy moje sceny trochę nietypowo jak na tak dużą produkcję, bo chronologicznie, i dzięki temu sam mogłem się zapoznać ze swoim bohaterem nieco lepiej, stopniowo, ostrożnie, krok po kroku. Lecz to zupełnie ktoś inny niż stary, poczciwy Bucky Barnes, jakiego już poznaliśmy. Dlatego też podszedłem do Zimowego Żołnierza jak do zupełnie nowej roli, ale w miarę rozwoju fabuły starałem się wkomponować w jego portret pewne cechy charakteru dawnego przyjaciela Kapitana.
No i miałeś okazję zagrać czarny charakter, o czym chyba marzy niemal każdy aktor. Zło pociąga?
Przynajmniej to filmowe! Faktycznie tak się przyjęło, że bohater negatywny jest dla aktora atrakcyjniejszy, ale są ku temu powody. Przygotowując się do roli, musisz głębiej poszukać motywacji swojej postaci, często, z uwagi na to, że opowiada się po tak zwanej ciemnej stronie mocy, trudniej zrozumieć, czemu robi to, co robi; w jego głowie zachodzą odmienne procesy. Choć akurat Zimowy Żołnierz to postać manipulowana, często bezwolna, przypominająca marionetkę, rozdarta, nadal stojąca w rozkroku pomiędzy dobrem a złem. Tym bardziej cieszy mnie, że miałem okazję go zagrać, to bohater mocno niejednoznaczny.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.