Autopromocja

Wakar: Spektakle Luka Percevala są jak oratoria

Luk Perceval, fot. by Michiel Hendryckx, CC BY 3.0, via Wikimedia Commons
Luk Perceval, fot. by Michiel Hendryckx, CC BY 3.0, via Wikimedia CommonsWikimedia Commons
29 marca 2015

W sprawie Luka Percevala nie mamy powodów do kompleksów. W Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku właśnie gościł „Front”, w ciągu najbliższych miesięcy przyjadą do nas „Makbet” i „Blaszany bębenek”. Jeden z największych reżyserów świata właściwie nie ma przed nami tajemnic

A widzieliśmy już „Hamleta”, „Wujaszka Wanię”, „Płatonowa”, „Sen o jesieni”, „The Truth about the Kennedys” i wiele innych. Wystarczy, by wyrobić sobie pogląd o kosmosie belgijskiego artysty, który swoje miejsce znalazł również w teatrze niemieckim. Jest głównym reżyserem w Thalia Theater w Hamburgu, stale współpracuje w NT Gent w Gandawie, „Makbeta” przygotował w Petersburgu. Swojego czasu krążyły pogłoski o ewentualnej pracy Percevala z aktorami TR Warszawa, ale do dzisiaj do niczego nie doszło. Pozostaje nam zatem śledzić kolejne dzieła Luka Percevala dość regularnie pojawiające się na różnorodnych festiwalach, od Wrocławia po Gdańsk, od Łodzi po Toruń. Podczas pokazu „Frontu” w Teatrze Szekspirowskim spotkałem na widowni znakomitą aktorkę. Poprzednio widzieliśmy się w listopadzie w łódzkim Teatrze Jaracza, gdzie Perceval pokazywał swego „Płatonowa” z Gandawy. Żartowaliśmy, że jesteśmy jak ruchomy fanklub reżysera, bez mała jego groupies. Jeździmy po Polsce za jego przedstawieniami, ilekroć się pojawiają. I jest nam z tym dobrze, bo chłonąć teatr i świat Percevala to za każdym razem udowadniać sobie, że się nie popełniło błędu przy wyborze życiowej drogi, bo teatr bywa zdolny do opisu rzeczywistości i dotykania metafizycznych strun. W tym względzie twórcy z Antwerpii blisko do jego mistrzów – przede wszystkim Tadeusza Kantora.

Z jego teatrem zetknął się w wieku 19 lat, kiedy studiował w szkole aktorskiej w Antwerpii. Zobaczył w telewizji fragment „Umarłej klasy”, potem był wywiad z polskim artystą. Perceval wspomina potężne wrażenie wywołane przez tych kilka scen oraz pasję Kantora, i jeszcze wiele papierosów, które podczas rozmowy wypalił. Kolejne spotkanie z Cricot 2 przyszło akurat w chwili, kiedy poważnie zastanawiał się nad sensem pracy, po doświadczeniach aktorskich na narodowej scenie myślał o porzuceniu teatralnej drogi. Wówczas, a był rok 1984, do Antwerpii przyjechał Kantor z „Umarłą klasą” i „Wielopolem Wielopolem”. Młody flamandzki twórca zobaczył oba seanse i wiedział już, że zetknął się z tajemnicą. Nie umiał jeszcze jej nazwać, określić swoich uczuć wobec całej machiny tego teatru, ale wiedział, że takim szlakiem chciałby iść. Wspominał po latach Luk Perceval, że wtedy Kantor opętał go na wiele dni, nie wychodził z głowy, która przechowywała fascynujące obrazy. To była dla belgijskiego artysty prawdziwa inicjacja w teatr.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.