Reżyseria otworzyła mój umysł, pozwoliła spojrzeć inaczej na rzeczywistość, wziąć odpowiedzialność za całość procesu twórczego, rozwinąć się. Nie powiedziałem jeszcze w tej dziedzinie ostatniego słowa – mówi Ralph Fiennes, który zagrał główną rolę w „Grand Budapest Hotel” Wesa AndersonaRozmawiał Krzysztof Kwiatkowski, „Wprost”
Dobrze się pan poczuł w płaszczu hotelowego portiera?
Nie narzekam. Przed laty nosiłem podobny, tylko w białym kolorze. Mam czterech braci i dwie siostry, więc rodzice nie bardzo entuzjastycznie podchodzili do pomysłu utrzymywania nas, gdy wchodziliśmy w dorosłość. Musiałem sam zdobyć pieniądze na studia aktorskie. Dlatego imałem się różnych zajęć. Między innymi w londyńskim Brown’s Hotel byłem chłopcem do wszystkiego. Na polecenie pokojówki zmieniałem żarówki albo prześcieradła, odkurzałem, polerowałem poręcze, dbałem o porządek w pracowniczej stołówce. Czasami, kiedy ktoś zachorował, dopuszczano mnie do kontaktu z gośćmi. Zapamiętałem z tego doświadczenia rytuał świętych formuł: „Jak mogę pomóc?”, „Ależ to żaden problem”, „Oczywiście, zaraz pana połączę”. Wszystko, żeby klient czuł się dobrze. Taka pierwsza lekcja pokory, ale jednocześnie bardzo radosny czas.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.