"Do Damaszku": Wiele hałasu o nic

"Do Damaszku" fot. Magda Hueckel
"Do Damaszku" fot. Magda HueckelMedia
2 stycznia 2014

„Do Damaszku” Jana Klaty w krakowskim Narodowym Starym Teatrze zasmuca. Skalą klęski reżysera.

Tak, to jest ten spektakl, od którego zaczęła się afera w Starym Teatrze, przerwany okrzykami „hańba” i żądaniami dymisji dyrektora Klaty. Oglądałem go miesiąc po sławetnych wydarzeniach, ale w specyficznej atmosferze. Teraz w Starym aksamitny głos Anny Dymnej nie tylko prosi o wyłączenie telefonów, lecz także ostrzega, że osoby zakłócające przebieg przedstawienia będą wypraszane z widowni, co samo w sobie jest bardzo zabawne. Tyle że podczas mojego „Do Damaszku”, pokazywanego w ramach festiwalu Boska Komedia, a więc dla specyficznej publiczności, nikt niczego nie zagłuszał, za to niektórzy posnęli. Ci zaś, którym udało się sen odpędzić, patrzyli na inscenizację Klaty z przechodzącą w śmiertelne znużenie obojętnością. Choć trzeba przyznać, że skandal przyniósł rozgłos. W kuluarach spotkałem znanego publicystę politycznego, który przyjechał z Warszawy samemu się przekonać, o co chodzi. Po przedstawieniu był w szoku, bo w ogóle nie zrozumiał, dlaczego tyle hałasu o teatr błahy, konserwatywny i w sumie nic nieznaczący.

Pozostało 65% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.