Śledzących i komentujących polskie sprawy publiczne można podzielić na dwie grupy. Tych, co próbują zrozumieć prawicę, oraz tych, którzy – jak ironizował Antoni Słonimski w jednym z felietonów – nie zamierzają oglądać sztuki przed jej zrecenzowaniem.
Nie ukrywam, że bardziej mnie pociąga przynależność do pierwszego grona. Prawica w Polsce ma się całkiem nieźle, więc aby zachować elementarny kontakt z rzeczywistością polityczną, ekonomiczną i społeczną, trzeba się z jej wyzwaniami zmierzyć. A jeśli już się mierzyć, to niechże będzie to zadanie choć trochę intrygujące. Właśnie dlatego zachęcam do spotkania z Piotrem Semką.
Semka u wielu budzi instynktowną niechęć. Ci, którzy znają go tylko z wystąpień radiowych czy telewizyjnych, mają zazwyczaj obraz publicysty krzykliwego, nieprzejednanego i notorycznie przerywającego polemistom. Jego fizyczne gabaryty w połączeniu z umiejętnością formułowania szybkich wniosków często przytłaczają, budząc irytację. Sam Semka jest tego swojego przerysowanego „emploi” świadom i nazywa je „barokowością”. Ale Semka autor tekstów jest inny. Zwłaszcza gdy poczytać jego dłuższe analizy polityczno-historyczne albo którąś z erudycyjnych gawęd o jakiejś wystawie, na którą trafił, powiedzmy, w nieznanym nikomu prowincjonalnym niemieckim miasteczku między Chemnitz a Dreznem. Tu publicysta „Do Rzeczy” wyrasta na jedno z najciekawszych piór swojej ideowej formacji. Nawet jeśli bywa nieprzejednany (bo bywa), to jednak przynajmniej elementarnie zainteresowany nowymi zjawiskami.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.