Samorządowcy zdali egzamin, mimo trudności poradzili sobie z reformą edukacji - uważa prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Ocenił też, że nie ma powrotu do gimnazjów. Trzeba o tym wyraźnie powiedzieć; jak będzie zmiana władzy, nie należy wracać do przeszłości, trzeba będzie usprawnić system - dodał.
Reklama

Zgodnie z reformą edukacji dotychczasowy system, który składał się z 6-letniej szkoły podstawowej, 3-letniego gimnazjum, 3-letniego liceum ogólnokształcącego, 4-letniego technikum, 3-letniej szkoły zawodowej i szkół policealnych, będzie stopniowo przekształcany.

Docelowo będzie obejmować: 8-letnią szkołę podstawową, 4-letnie liceum, 5-letnie technikum, 3-letnią szkołę branżową I stopnia, 2-letnią szkołę branżową II stopnia, 3-letnią szkołę specjalną przysposabiającą do pracy i szkołę policealną; gimnazja będą zlikwidowane.

"Nie ma powrotu do gimnazjów. Dzisiaj trzeba o tym wyraźnie powiedzieć, żeby nie wprowadzać takiego bałaganu za dwa lata. Jak będzie zmiana władzy, to nie należy powracać do przeszłości, trzeba będzie usprawnić ten system" - podkreślił na środowej konferencji prasowej w Sejmie Kosiniak-Kamysz.

Przypomniał propozycje ludowców dot. szkolnictwa. PSL proponuje zagwarantowanie ciepłego darmowego posiłku każdemu uczniowi niezależnie od statusu materialnego, naukę języka angielskiego przez pięć dni w tygodniu już od pierwszej klasy, czy ograniczenie klas do 20 osób.

"Nie będziemy rozpaczać nad zmianami, które zostały wprowadzone. Samorządowcy sobie z nimi poradzili, teraz musimy dopełnić, żeby stabilność dla rodziców i nauczycieli była większa i później wprowadzać nasze propozycje zmian" - oświadczył polityk.

Kosiniak-Kamysz relacjonował wtorkową debatę zorganizowaną przez PSL nt. "Reforma edukacji: start czy falstart". Według niego uczestnicy debaty wskazywali m.in., że w niektórych szkołach wciąż nie powstały stałe plany lekcji, a nauczyciele muszą łączyć zatrudnienie w różnych szkołach.

Podkreślił, że szkoła ma trzy podstawowe funkcje: dydaktyczną, wychowawczą i opiekuńczą. "Niestety funkcja opiekuńcza i wychowawcza nie może być realizowana, jeżeli się pracuje w czterech szkołach, bo ciężko wychowywać i opiekować się dziećmi, jeżeli trzeba pędzić do następnej szkoły" - mówił prezes PSL.

"To, niestety, jest bałagan, który został wprowadzony" - ocenił polityk. Jak jednocześnie podkreślił, samorządowcy "mimo trudności poradzili sobie z reformą" edukacji. "Nie płaczemy nad rozlanym mlekiem. Samorządowcy zdali egzamin" - dodał.