Po Zapadzie wojny nie będzie. Mamy się tylko bać

Flaga Rosji
Flaga RosjiShutterStock
11 września 2017

W czwartek ruszają rosyjsko-białoruskie ćwiczenia Zapad 17. Ekspert OSW: najważniejsza w nich jest wojna informacyjna. Na długo przed rozpoczęciem manewrów tuż przy polskiej granicy w prasie zagranicznej pojawiały się informacje, że może wziąć w nich udział ponad 100 tys. żołnierzy.

Media białoruskie publikowały swoje „przecieki”, jakoby rosyjskie wojsko zamówiło ponad 4 tys. platform kolejowych do transportu żołnierzy. Obawiano się, że później zostaną oni na stałe. NATO nie bagatelizowało takich doniesień, choć w wielu z nich już na pierwszy rzut oka było widać przesadę.

– Władze w Moskwie od początku traktowały przygotowania do Zapad 2017 jako element zastraszania opinii publicznej w krajach bezpośrednio graniczących z Białorusią i Rosją. Informacje przekazywano głównie za pomocą mediów białoruskich lub ukraińskich – przekonuje Andrzej Wilk, który od lat zajmuje się aktywnością wojskową Rosji w Ośrodku Studiów Wschodnich. – Z drugiej strony, stopniowo dezawuując informacje o skali i charakterze zagrożenia militarnego (też przekazywane głównie za pomocą mediów białoruskich lub ukraińskich), próbowano pogłębiać podziały pomiędzy „nowymi” i „starymi” członkami Unii Europejskiej. Na fali rzekomej antyrosyjskiej histerii tych pierwszych – pisze Wilk w swojej analizie o Zapad 17. W konkluzji czytamy, że prawdopodobnie wbrew rosyjskiej machinie propagandowej ćwiczenia Zapad 2017 po raz pierwszy wykorzystane zostały jako istotny element polityki informacyjnej NATO (i Stanów Zjednoczonych) oraz – w wymiarze regionalnym – Ukrainy.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.