Trzaskowski: UE kończy się cierpliwość do PiS. Polsce grożą dotkliwe sankcje

Unia, waluty, UE, euro
Unia, waluty, UE, euroShutterStock
30 sierpnia 2017

Polsce grożą dotkliwe sankcje za łamanie prawa UE, będące konsekwencją procedur o naruszenie przepisów m.in. ws. Puszczy Białowieskiej, czy noweli ustawy o ustroju sądów powszechnych; mogą one iść nawet w miliony euro dziennie - uważa Rafał Trzaskowski (PO). Zapłacimy za to my wszyscy - dodał.

Były wiceszef MSZ ds. europejskich był pytany przez dziennikarzy w Sejmie o słowa kanclerz Niemiec Angeli Merkel, która oświadczyła we wtorek, że traktuje "bardzo poważnie" stanowisko KE w sprawie stanu praworządności w Polsce oraz podkreśliła, że zasady praworządności są fundamentem i warunkiem współpracy w ramach UE.

"Niestety kończy się cierpliwość na to, co wyprawia PiS w Polsce, mówię niestety, bo to może skończyć się sankcjami" - powiedział Trzaskowski.

"Rząd PiS, w przeciwieństwie np. do Viktora Orbana, nie prowadzi sensownego dialogu z instytucjami unijnymi, chowa głowę w piasek, udaje, że instytucje unijne nie mają kompetencji do tego, żeby mówić o praworządności, i stać go tylko i wyłącznie na połajanki” - dodał poseł.

Według niego do tej pory rząd niemiecki wykazywał w stosunku do sytuacji w Polsce "daleko idącą wstrzemięźliwość i cierpliwość", ponieważ politycy niemieccy "widzą, że PiS chce rozpętać histerię antyniemiecką i zależy im na dobrych relacjach polsko-niemieckich". Jednak, dodał polityk PO, ich cierpliwość się kończy.

"My wszyscy będziemy za to płacić, bo rząd PiS nie będzie w stanie załatwić żadnego ważnego interesu dla Polski - ani w kwestiach budżetowych, ani w kwestiach dotyczących naszych pracowników, ani polityki energetycznej, ani jednolitego rynku" - ocenił poseł.

Pytany, jak jego zdaniem, należy interpretować fakt, że o sytuacji dot. praworządności w Polsce kanclerz Niemiec ma w środę rozmawiać z przewodniczącym KE Jean-Claudem Junckerem, Trzaskowski zwrócił uwagę, że "coraz więcej państw członkowskich i wszystkie instytucje unijne mówią jasno o tym, że rzeczywiście trzeba rozważyć uruchomienie art. 7, który może zakończyć się wprowadzeniem sankcji". "Cierpliwość się kończy" - podsumował.

B. wiceszef MSZ zauważył, że mało kto w Europie chce współpracować z polskim rządem. Według niego dosyć rządu PiS mają "nawet Czesi i Słowacy". Jak dodał wolą oni współpracować z tymi, którzy w Europie decydują - z Francją i Niemcami. "A nie tymi, którzy w Europie się awanturują bez żadnego efektywnego wpływu na przyszłość Unii" - mówił poseł. Jednocześnie ocenił, że "chyba ostatnim" sojusznikiem Polski jest w UE premier Węgier Viktor Orban.

Jak zaznaczył Trzaskowski o ile do wprowadzenia sankcji w ramach art. 7 potrzeba jednomyślności wszystkich państw członkowskich i może to zablokować Orban, o tyle nie dotyczy to licznych prowadzonych wobec Polski procedur o naruszenie prawa UE. Chodzi m.in. sprawę Puszczy Białowieskiej, równość płac czy "niezależność polskiego sądownictwa" - dodał. "To są wszystko procedury, które mogą kończyć się, po wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, dotkliwymi sankcjami, które mogą iść nawet w miliony euro dziennie, za które będziemy płacili my wszyscy" - przekonywał b. wiceminister ds. europejskich.

Jego zdaniem, straty grożą też Polsce w razie przegranej w batalii o nowelizację dyrektywy o pracownikach delegowanych. Poseł przypomniał, że większość pracowników delegowanych z Polski płaci w tym momencie składki do ZUS, a w razie przyjęcia nowych regulacji "będą płacili składki do systemów emerytalnych niemieckiego i francuskiego, co wytworzy kolejną lukę w naszym budżecie i budżecie ZUS-u". "To wszystko będą konsekwencje tej kompletnie nieodpowiedzialnej polityki" - podkreślił Trzaskowski.

"Niestety ta polityka PiS, polityka zagraniczna, wygląda jak polityka chłopców, którzy bawią się w piaskownicy grabkami, a nie potrafią naprawdę mierzyć się z wyzwaniami, które będą decydowały o tym, w którym miejscu będzie Polska za kilka lat" - dodał.

Trzaskowski podkreślił, że nie wie, czy celem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego jest wyprowadzenie Polski z UE. "Wiem, że przegrywanie każdej ważnej dla Polski batalii, że bycie na marginesie, że sytuacja, w której nikt właściwie z rządem PiS na serio nie chce współpracować, że Polska jest nieobecna w pierwszej lidze i przy stole, kiedy rozmawia się o przyszłości UE, doprowadzi do tego, że PiS, czy tego chce czy nie, wyprowadzi Polskę najpierw na kompletny margines UE, a potem być może poza" - mówił.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: PAP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.