Stańko: Francuska prowincja umiera. Wszystkiemu winien polski hydraulik

Katarzyna Stańko
Katarzyna StańkoMedia / mat. prasowe
28 sierpnia 2017

Dawne małe przemysłowe miasteczka wyludniają się. Na ich głównych handlowych ulicach tam, gdzie kiedyś tętniło życie, teraz jest pustka, marazm, a sklepy otwierane są zaledwie na kilka godzin w ciągu dnia. Nie ma po co na dłużej, bo i tak nie ma klientów. Nie ma perspektyw na zarobek. Polski pejzaż lat 90. po zamknięciu PGR-ów? Nie. To Francja, regiony Grand-East czy Hauts-de-France w północnej i wschodniej części kraju.

Na spotkaniu na temat rynku pracy w Paryżu pewien związkowiec związany z ultralewicowym dziennikiem „Humanité” tłumaczy przyczyny francuskiego kryzysu gospodarczego: „Tracimy pracę, fabryki przenoszone są do Europy Wschodniej, znika francuski przemysł. Dlaczego? Bo przyjęliśmy do Unii Polskę, kraj 600 euro, i inne mniejsze państewka”. Polska przez francuskich związkowców nazywana jest pogardliwie krajem 600 euro. Bo za tyle godzą się pracować polscy, litewscy czy rumuńscy robotnicy w przenoszonych z Francji do tych krajów fabrykach. Związkowiec kontynuuje swoją wypowiedź, uderzając w nutę europejską: „Byliśmy szczodrzy, daliśmy im wolności i unię, a teraz ponosimy tego gospodarcze konsekwencje”. Ale nie tylko prowincja „cierpi”. W dużych miastach hipotetyczne Magdy, Agaty i Anny zabierają pracę niań, sprzątaczek i pielęgniarek Francuzkom, a ich mężowie pozbawiają miejsc pracy Arnaudów i François na budowach. No i oczywiście ci hydraulicy.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381499mega.png