Reklama

Rafał Sadoch z DM mBanku przyznaje, w przekazanej PAP w piątek przed południem opinii, że przeprowadzony w godzinach nocnych amerykański atak na bazę wojskową w Syrii w reakcji na użycie broni chemicznej przeciwko cywilom, "był czynnikiem oddziałującym w kierunku pogorszenia sentymentu rynkowego i wzrostu popytu na aktywa zaliczane do bezpiecznych przystani".

"Notowania złota wybiły się ponad ostatnie szczyty i znajdują się powyżej 1260 USD za uncję. Wyraźnie umocnił się również japoński jen, niemniej jednak w przypadku pary USD/JPY marcowe minima nie zostały pogłębione" - zaznacza. Tym niemniej, dodaje, nie licząc japońskiego jena oraz dolara australijskiego, zmienność na rynku walutowym nie jest duża, a "para EUR/USD zachowuje się stabilnie".

"W największym stopniu zareagowała jednak ropa, która w przypadku odmiany WTI wzrosła w kierunku 53 USD za baryłkę na skutek obaw dotyczących możliwości zaburzenia dostaw z tego regionu. Notowania czarnego złota otrzymały tym samym kolejny wzrostowy impuls, po tym jak w marcu kraje OPEC oraz Rosja zaczęły informować o szansach na wydłużenie obowiązywania obecnych limitów produkcyjnych na drugą połowę roku" - dodaje.

Zdaniem Sadocha konsekwencje geopolityczne nocnych wydarzeń są niezwykle skomplikowane. "Istotna będzie oczywiście reakcja Rosji oraz ryzyko dalszej eskalacji konfliktu, co może ciążyć notowaniom aktywów uważanych za bardziej ryzykowne. Pytanie, jak również decyzja Donalda Trumpa odebrana zostanie przez opinię publiczną. Niewykluczone, że zdecydowane działania przeciwko atakom na ludność cywilną, przysporzą mu dodatkowego poparcia, co ułatwi wprowadzanie zapowiedzianych zmian w amerykańskiej gospodarce. Dodatkowo taka decyzja - w momencie trwającego spotkania z Xi Jinpingiem - może być odbierana jako dowód tego, iż jest on przywódcą będącym w stanie podejmować trudne decyzje" - komentuje analityk mBanku.

Analitycy Banku Millennium uważają, że spotkanie prezydentów USA i Chin znajduje się cały czas w centrum uwagi rynku. Uznają, że jakiekolwiek porozumienia handlowe między oboma prezydentami "powinny mieć silne przełożenie na sentyment inwestycyjny". "Ten pozostaje natomiast umiarkowanie niekorzystny dla wyceny bardziej ryzykownych aktywów, po tym jak Stany Zjednoczone zbombardowały bazę wojskową w Syrii. Mimo, iż działanie USA zostało określone jako jednorazowe, to inwestorzy obawiają się o rozszerzenie konfliktu" - wskazują.

Piotr Kuczyński z firmy Xelion zwraca z kolei uwagę w rozmowie z PAP, że kluczowa dla dalszych konsekwencji ekonomicznych nalotu będzie miała reakcja Rosji, bo na razie, jak zaznacza, po chwilowej nerwowości rynki się uspokoiły. "Kluczowe może być to, czy wojska Asada rzeczywiście użyły broni chemicznej i czy nie jest z tym tak, jak kiedyś z bronią masowego rażenia, którą miał rzekomo mieć Irak" - mówi.

Jeżeli bowiem Rosja w tej sprawie ma rację i nie użyto broni chemicznej, kraj ten może być rzeczywiście oburzony amerykańskim nalotem i jego reakcja może być zdecydowana, co z kolei będzie miało daleko idące konsekwencje gospodarcze. Jeśli zaś Rosja tylko udaje, że ma rację, wtedy jej reakcja będzie słabsza i skutki gospodarcze będą niewielkie - ocenia Kuczyński. (PAP)