Czarny scenariusz się nie spełnił. W wyborach ugrupowanie urzędującego premiera Marka Ruttego wygrało z PVV Geerta Wildersa.
Reklama
Zgodnie z wynikami exit poll Ludowa Partia na rzecz Demokracji i Wolności (VVD) zwyciężyła we wczorajszych wyborach do Tweede Kamer, izby niższej holenderskiego parlamentu. Chociaż reprezentacja parlamentarna partii szefa rządu skurczy się, to i tak będzie znacznie liczniejsza niż klub populistycznej Partii na rzecz Wolności (PVV).
Holenderscy politycy stają teraz przed koniecznością sformowania nowej koalicji. Współrządząca dotychczas z VVD Partia Pracy (PvdA) straci w nowym parlamencie ponad 20 mandatów, w związku z czym ugrupowania te nie będą w stanie samodzielnie rządzić. Ponieważ nowa Tweede Kamer będzie bardzo podzielona, to do osiągnięcia większości 76 deputowanych potrzebne będą co najmniej cztery ugrupowania (a być może nawet pięć, jeśli ostateczne wyniki będą się różniły od exit poll). To oznacza, że rozmowy koalicyjne nie okażą się proste. Dobry wynik VVD zwiększa prawdopodobieństwo, że Mark Rutte pozostanie na stanowisku premiera – ale nie jest to przesądzone.
Możliwe konstelacje polityczne to m.in. tęczowa koalicja zrzeszająca ugrupowania od lewej do prawej strony sceny politycznej, w której do dotychczasowych partnerów z VVD i PvdA dołączyliby chrześcijańscy demokraci (CDA), liberałowie (D66) oraz zieloni (GL). W zależności od ostatecznej liczby mandatów możliwa jest także koalicja centroprawicowa (bez udziału Zielonych). Układy takie bywają niestabilne, więc w zależności od kształtu koalicji Holandię mogą czekać wcześniejsze wybory. Z drugiej strony poprzednim razem, kiedy w kraju koalicję tworzyło pięć partii (w 1972 r.), układ ten okazał się stabilny.

Reklama
Kto obejmie teraz ster rządów, zależy od wyniku międzypartyjnych konsultacji. Potencjalnym sojuszom przyjrzy się wybrany przez liderów ugrupowań informateur. To on będzie prowadził wstępne rozmowy co do przyszłej koalicji. Zazwyczaj zostaje nim doświadczony polityk zwycięskiej partii (w 2012 r. był to Henk Kamp z VVD, wielokrotny minister, od 2012 r. szef resortu gospodarki).
W koalicji czy nie, zwycięstwo VVD oznacza, że premierowi opłaciło się przesunięcie przedwyborczej retoryki w prawo. Przez ostatni rok populiści radzili sobie w sondażach lepiej niż partia szefa rządu. Wrażenie na wyborcach zrobiła z pewnością także twarda postawa względem Turcji w ostatnich dniach (Rutte zdecydował się nie wpuścić w sobotę do kraju dwójki ministrów z Turcji, którzy chcieli namówić turecką mniejszość w Holandii do poparcia kontrowersyjnych poprawek konstytucyjnych). Według badania sondażowni Maurice de Hond 86 proc. Holendrów podobało się działanie szefa rządu w tej sprawie.
Prawie pewne jest natomiast to, że udziału w rządzeniu nie będzie miał Geert Wilders. Współpracy z liderem PVV odmówiły wszystkie główne partie. Ale polityk ten, nawet jeśli nie dostanie rządowej teki, i tak jest jednym z głównych wygranych wyborów. Już na starcie udało mu się narzucić oponentom tematykę kampanii – przedwyborczą debatę zdominowały trzy i – czyli imigracja, islam, integracja. Pozwoliło to liderowi PVV na ucieczkę od kwestii, na których się nie zna lub zna się słabo, jak służba zdrowia, opieka społeczna czy edukacja. W efekcie nie tylko obronił liczebność swojej parlamentarnej drużyny, ale też nieznacznie udało mu się zwiększyć stan posiadania. PVV nie będzie miała co prawda 24 deputowanych jak w latach 2010–2012, ale będzie miała więcej niż obecnych 15 (exit poll mówią o 19).