Nasz wywiad i kontrwywiad należałoby sformować od nowa, mając na uwadze wiążące się z tym zagrożenia. Bo malowanie ruin jest zawsze malowaniem ruin. Nieważne, ile farby się nałoży, zawsze będą pod tym zgliszcza - mówi w wywiadzie dla DGP Piotr Wroński, który pracował w Wydziale XI Departamentu I SB MSW (zwalczanie dywersji ideologicznej). Po rozwiązaniu SB przeszedł do UOP. Od 2002 r. w Agencji Wywiadu. Przez 6 lat przebywał na placówce w Londynie. Z agencji odszedł w 2013 r. w stopniu pułkownika.
Żyjemy w ciekawych czasach. Amerykanie wydalili 35 rosyjskich dyplomatów, w Stanach wygrał Donald Trump, Kreml przechylił szalę zwycięstwa w Syrii na korzyść dyktatora Asada. Sami Polacy skłóceni, patrzeć, kiedy coś wybuchnie. Nie da się ukryć – rosyjski wywiad miał dobry miniony rok. Aż strach myśleć, co będzie dalej.
My do Rosji mamy stosunek magiczny. Jestem polonistą, o wiele chętniej niż przykładami z podręczników o wywiadzie posługuję się tymi z literatury. Był taki kierunek zwany realizmem magicznym. Miguel Angel Asturias, Gabriel Garcia Márquez, Jorge Luis Borges i jeszcze kilku innych. Chcieli – jak pisał Márquez – zniszczyć linię demarkacyjną, która oddziela to, co wydaje się być realne, od tego, co fantastyczne. Podobnie jest w wywiadzie. Elementy prawdziwe poprzestawiane są tak, aby tworzyły pozorny obraz świata. Każdy z elementów jest prawdziwy, ale obraz z nich złożony jest już falsyfikatem. I tak jest u nas z Kremlem. My go przeceniamy, demonizujemy, uważamy, że Rosjanie są wszędzie i że wszystko mogą. I stąd też wynika nasza paranoja: cokolwiek się powie czy napisze, zaraz słychać głosy, że to wszystko służy Putinowi. Od lewicy do prawicy, od ściany do ściany. A przecież nie o to chodzi.