O tym, że czasem lepiej się ugryźć w język. I nie mówić o polityce. Zwłaszcza gdy przy jednym stole zasiądą: zwolennik PiS i PO, socjalista, korwinista i moher.



Trudno jest nam ze sobą wytrzymać pod jednym dachem. W rodzinie, w gronie przyjaciół, w ogóle w Polsce. Skłóceni ze sobą, patrzący podejrzliwie, reagujący agresją. Dzieli nas wiele spraw, ale ta najważniejsza to polityka. Tak zwana polityka, bo mowa raczej nawet nie tyle o poglądach, ile o wierze i przekonaniach.
Ale niech będzie dziś grzecznie i bez drwin: dzieli nas światopogląd. Niczym smog nad Krakowem zawisł dziś nad naszymi domami. Czy uda mu się skutecznie zanieczyścić atmosferę, zatruć do końca to, co powinno być przyjazne i zdrowe?
I jeszcze: czy potrafimy się przed tym bronić, znaleźć antidotum na rujnujące nasze życie skutki tego zaczadzenia.
Pałka polityczna
No i co też ten twój Jaruś dzisiaj znów mądrego powiedział? – to pytanie musiało pojawić się każdego dnia. Przy śniadaniu, jeśli je jedli razem, ale najczęściej przy kolacji, kiedy wracała zmęczona po całym dniu z pracy. Najgorzej było w dni wolne, wtedy miał więcej czasu, żeby ją dręczyć politycznymi zaczepkami. Jak nie Jareczek, to Duduś, jak nie on, to ta straszna Szydło.
Magda, w wieku nieco już postbalzakowskim, wolny zawód, dobrze zarabiająca, niezależna kobieta, opowiada, że zwłaszcza w ostatnie wakacje była na granicy histerii. Jej mąż Jerzy biegał za nią z „Wyborczą” i kazał czytać. Zmuszał do oglądania na komputerze wpisów, które jego zdaniem ostatecznie kompromitowały polityków PiS. Wszczynał ideologiczne dyskusje podczas grilla, kiedy marzyła, by napić się wina i pogadać z przyjaciółmi o rzeczach dla niej naprawdę ważnych. Książkach, filmach. Kosmosie. Albo o zmianach w podatkach. – O prawie mogliśmy rozmawiać, ale pod warunkiem że były to jego tyrady o durnych pomysłach tych z PiS – wspomina.
Kilka miesięcy temu się rozstali. Odetchnęła z ulgą. – Polityka nie była jedynym tematem, w którym różniliśmy się poglądami. Ale jednym z ważniejszych. Zwłaszcza że uczynił sobie z niej taki wygodny kij, aby mnie nim okładać – diagnozuje. Ona sama nie ma szczególnie radykalnych poglądów. OK, jest nieco na prawo, ale nie lata na manifestacje, nie siedzi w kościele, nie hejtuje w sieci. Ale głosowała na partię Jarosława Kaczyńskiego w wyborach parlamentarnych, a w prezydenckich na Andrzeja Dudę. Przyznała się do tego, bo to ani wstyd, ani tajemnica. Ale wystarczyło, by zamienić ich i tak niełatwe małżeństwo w polityczne piekło. – Kiedy dziś to wspominam, mam już nieco większy dystans, więc mogę powiedzieć, że te nasze kłótnie przypominały przerysowany kabaret – mówi. Ale jej wcale nie było wtedy do śmiechu. Jej praca polega m.in. na selekcjonowaniu i analizie danych, znajdowaniu argumentów, zderzaniu ich z racjami drugiej strony. Jednak w tym przypadku argumenty były zbędne. Nie to, że nie skutkowały, po prostu nie były wysłuchiwane. Zaczynała coś mówić i w połowie zdania przerywało jej gromkie „Nieprawda!” męża. Albo „bzdury opowiadasz”: – Jerzy, prosiłam, nie rozmawiajmy o polityce. Wiadomo, że jedno drugiego nie przekona, szkoda czasu i nerwów. Skutkowało na jeden dzień, w porywach. Zresztą wiedziała, że mąż długo nie wytrzyma. Siedział przy komputerze, skakał pomiędzy portalami, mamrotał pod nosem. W końcu wpadał do pokoju, w którym pracowała, dreptał w miejscu, przestępował z nogi na nogę. Przypominał jej szybkowar, w którym zgromadziło się już tyle pary, że za chwilę wybuchnie, jeśli nie odkręci się zaworu. I bach! A wiesz, co ten twój Jareczek znowu wymyślił głupiego...
– Myśmy już przestali się nawet lubić, agresja z tematów politycznych przenosiła się na dom, na to, co zrobić na obiad, jakie kwiatki posadzić i co dać psu do żarcia. Może ten związek i tak by nie przetrwał, ale to polityka sprawiła, że jego koniec został przyśpieszony – kończy Magda.