Przestrzenny chaos narasta. Nowy kodeks może temu zapobiec, o ile da się przekonać do niego włodarzy

Budownictwo, plany
Ciągle dwie trzecie kraju nie ma planów zagospodarowania przestrzennego, a samorządy wcale nie kwapią się do ich sporządzania. ShutterStock
14 października 2016

Gdy z okien samolotu albo tylko spoglądając w internetowe fotomapy, porównamy teren Polski z sąsiednimi Niemcami, Anglią czy którymś z krajów Europy Zachodniej, widzimy olbrzymią różnicę. Za granicą – skupione osiedla, domy na podobnej wielkości działkach, wszystko logicznie połączone siecią dróg, a zapewne także wodociągów czy kanalizacji. Również przemysł zlokalizowano w określonych miejscach. Taki ład przestrzenny ułatwia komunikację i obniża koszty funkcjonowania gminy. 

To, z czym mamy obecnie do czynienia w Polsce, to zupełna odwrotność. Zabudowa rozlewa się na dziesiątki kilometrów nawet od centrów niewielkich miast. Można to nazwać katastrofą planistyczną, o ile w naszym kraju w ogóle da się jeszcze mówić o planowaniu przestrzennym. Budynki stawia się wszędzie, między nimi jak grzyby po deszczu powstają uciążliwe fermy, składy śmieci czy hałaśliwe warsztaty. A potem w te rozproszone miejsca trzeba doprowadzić drogę, wodę czy nową linię energetyczną. Tłumaczenie włodarzy jest zawsze podobne – nie mamy podstaw, by nie zezwolić... Po zmianach dotyczących lokalizacji elektrowni wiatrowych okazało się, że praktycznie nie ma ich gdzie w Polsce stawiać. Bo znalezienie terenu, na którym w odległości 2 km nie stoją jakieś budynki, graniczy z cudem.

Pozostało 68% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381223mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.