Szkoły potrzebują pilnego wsparcia w zakresie sprzętu IT

Komputery
<p>Komputery</p>Shutterstock
13 stycznia 2023
Artykuł partnerski

Niska przepustowość internetu w salach lekcyjnych, przestarzałe urządzenia albo w ogóle brak wystarczającej liczby komputerów. To technologiczny obraz polskiej szkoły wyłaniający się z najnowszego badania – mówi Rafał Lew-Starowicz, wiceprezes Fundacji EdTech Poland

Rafał Lew-Starowicz, wiceprezes Fundacji EdTech Poland
Rafał Lew-Starowicz, wiceprezes Fundacji EdTech Poland

Celem badania było poznanie aktualnego stanu wyposażenia szkół podstawowych w sprzęt komputerowy oraz infrastrukturę sieciową, w związku z planowanymi przez rząd inwestycjami m.in. w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Jednym słowem – chcieliśmy poznać potrzeby placówek oświatowych w tym zakresie. Oprócz tego badanie miało pomóc w określeniu kolejnych obszarów, wymagających analizy. Mamy bowiem w planach kolejne diagnozy, ale najpierw musimy dowiedzieć się, jakie dokładnie tematy wymagają pogłębienia. Dlatego, przy po okazji badań, pytaliśmy szkoły m.in. o to, z jakich aplikacji do prowadzenia lekcji korzystają.

Zostało przeprowadzone metodą CAWI, w oparciu o zestandaryzowany kwestionariusz. Został on wysłany do 1 tys. placówek. Zebraliśmy odpowiedzi od ponad 150 szkół. W próbie tej znalazły się szkoły ze wszystkich województw i typów miejscowości. Dodam, że termin na przesłanie odpowiedzi był krótki. Badanie ankietowe było prowadzone od 1 do 12 grudnia.

Braliśmy pod uwagę przede wszystkim możliwości, jakie istnieją dla jednoczesnej pracy online uczniów z kilku klas, relację posiadanego przez szkoły sprzętu do możliwości, jakie daje tzw. praca w chmurze. Wygląda na to, że inwestycje w ramach KPO są bardzo potrzebne dla transformacji cyfrowej szkół. Bez dodatkowego wsparcia nie da się realizować procesu kształcenia z pomocą nowych technologii.

Uzyskaliśmy potwierdzenie otrzymywanych informacji ze szkół, że istnieją bardzo poważne problemy z korzystaniem z internetu poza salą informatyczną i sekretariatem szkoły. Nie przypuszczaliśmy, że jest aż tak źle. Zaledwie 20 proc. przedstawicieli badanych szkół stwierdza, że nie doświadcza problemów z przepustowością internetu. Większość natomiast deklaruje, że rzeczywista szybkość jest niższa niż 100 Mbp/s. Do tego 7 proc. wspomina, że wynosi ona w ich placówce mniej niż 50 Mbp/s. Wyposażenie szkół w sprzęt komputerowy jest także niewystarczające, co wyraża się nie tylko w dostępie do niego, lecz także wieku i jego możliwości wykorzystania do pracy zdalnej. Ponad połowa zasobu komputerów w polskich szkołach, 61 proc., to sprzęt co najmniej pięcioletni, którego funkcje mogą się okazać niewystarczające do sprawnej realizacji zadań edukacyjnych. W 26 proc. badanych placówkach – znajdujących się głównie na obszarach wiejskich i w miastach do 20 tys. mieszkańców – komputery starsze niż pięć lat stanowią więcej niż trzy czwarte zasobu.

To pokazuje, że choć Ogólnopolska Sieć Edukacyjna,program publicznej sieci telekomunikacyjnej, dający szkołom w całej Polsce możliwość podłączenia szybkiego, bezpłatnego i bezpiecznego internetu działa od pięciu lat, to ciągle są duże braki w tym zakresie. Niska przepustowość internetu i przestarzały sprzęt przekładają się natomiast na sposób wykorzystania tych narzędzi. Służą do odtwarzania filmów, a nie kreatywnego działania, pracy w zespołach. A przypomnę, że coraz częściej mówi się o wykorzystaniu sztucznej inteligencji w edukacji, wirtualnych laboratoriach. To natomiast wciąż pieśń przyszłości. Bo jak wybiegać tak daleko w przyszłość, skoro w większości szkół z internetu w tym samym czasie mogą korzystać uczniowie tylko jednej klasy? Poza tym Ministerstwo Edukacji i Nauki wydało 360 mln zł na zintegrowaną platformę edukacyjną Zpe.gov.pl, zawierającą materiały pomocne w nauce, z której dziś mało kto może w pełni skorzystać. To tworzy z kolei nierówności między placówkami w nauce dzieci.

Stan infrastruktury sieciowej w szkole odbiega od stanu infrastruktury w przeciętnym gospodarstwie domowym czy firmie. W częściej niż w co drugiej szkole komputery z dostępem do internetu są dostępne dla uczniów wyłącznie w pracowniach informatycznych. Mimo dużej dostępność Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej (OSE) szerokopasmowego internetu doprowadzonego do budynku szkoły w mniej więcej co trzeciej badanej szkole liczba punktów dostępu nie pozwala na upowszechnienie pracy w chmurze w więcej niż dwóch oddziałach klasowych naraz.

W szkołach zlokalizowanych na obszarach wiejskich, mających zwykle mniej uczniów, jeden komputer przypada średnio na cztery osoby, w miastach do 50 tys. mieszkańców – na cztery–sześć, a w miastach powyżej 50 tys. na osiem osób. Istnieją duże dysproporcje w dostępności sieci dla użytkowników. W 10 proc. szkół, głównie wiejskich, znajduje się zaledwie jeden punkt dostępu przypadający średnio na 215 użytkowników. Dla porównania znam firmy, w których punkt dostępu przypada na pięciu użytkowników. W małych miastach do 50 tys. mieszkańców średnia liczba punktów dostępu na szkołę wynosi 3, ich dostępność mierzona liczbą potencjalnych użytkowników stanowi zaś 165. Można więc mówić o wykluczeniu cyfrowym wielu placówek. OSE miało to wyrównać, ale ciągle się to nie udało, bo zabrakło kolejnych inwestycji wewnątrz placówek.

Dzięki takim programom MEiN jak Laboratorium Przyszłości, Aktywna Tablica, środkom unijnym z Regionalnych Programów Operacyjnych, Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa, polepszyła się sytuacja względem 2017 r., z którym porównywaliśmy zebrane dane. Jest więcej monitorów interaktywnych drukarek 3D, robotów, okularów VR i innych pomocy dydaktycznych. Niewątpliwie pandemia przyczyniła się także do zwiększenia liczby sprzętu komputerowego dostępnego dla uczniów. Problem jednak jest widoczny w zakresie korzystania z internetu i wspólnej pracy uczniów w środowisku wirtualnym. Jest więc lepiej, ale ciągle nie doskonale. Co oznacza, że jest wiele pracy do wykonania. I tak, jak już wspomniałem, rozwój projektów opartych na AI, wykonywanie doświadczeń w wirtualnych laboratoriach czy udostępnianie plików o dużych objętościach, wysokiej rozdzielczości to niestety pieśń przyszłości, a nie rzeczywistość. Choć tak powinno być.

Na tle innych krajów choćby Niemiec, Hiszpanii czy Francji można powiedzieć, że i tak sytuacja nie jest zła, ale lepiej porównywać się np. z Estonią czy Japonią. My jednak powinniśmy dążyć do osiągnięcia pewnego standardu w skali całego kraju. Tak, aby szanse edukacyjne zwiększać tam, gdzie występują duże różnice w dostępie do technologii informacyjno-komunikacyjnych. Wciąż występuje duże zróżnicowanie pod tym względem. Według danych NASK, na koniec 2022 r. z usług OSE korzystało 20 210 szkół, z tego zaledwie 591 korzysta z usług
o wyższej przepustowości. Każda szkoła ma prawo skorzystać z usługi o przepustowości większej niż 100 Mbp/s, wykupując taką opcję. Gwarantowana przez państwo szybkość internetu to 100Mbp/s.

Sprzęt komputerowy, tak aby nie było już kuriozalnej sytuacji, że nauczyciele korzystają z prywatnego. W przeciętnym zakładzie pracy standardem jest wyposażenie pracownika w stację roboczą. Choćby ze względów bezpieczeństwa danych, ubezpieczenia, przynoszenie własnego komputera jest niewskazane. Nieodzowne są inwestycje w infrastrukturę sieciową wewnątrz szkoły, aby w każdej sali lekcyjnej można było korzystać np. z e-materiałów online i nie przerywało ciągle połączenia internetowego.

Niestety, nakłady finansowe potrzebne do transformacji cyfrowej szkół są gigantyczne. Dla zobrazowania, nowe komputery tylko dla czwartoklasistów i nauczycieli szkół podstawowych to w skali kraju 3 mld zł. Ten wydatek przewidziano w KPO. Ważne jest tutaj osiągnięcie korelacji z inwestycjami organów prowadzących szkoły i dobry przepływ informacji, aby można było optymalnie zaplanować wydatki kilkuletnie. Kolejne 2 mld zł w ramach KPO przewidziano na infrastrukturę sieciową. W sumie więc mowa o 5 mld zł, które mogą trafić do polskich szkół podstawowych. Choć to dużo, to jednak ciągle mało, patrząc na faktyczne potrzeby. Poza tym ta kwota nie załatwia problemu w tym zakresie, z jakim borykają się szkoły średnie. Tu sytuacja wygląda jeszcze gorzej.

Opracowanie standardu dla polskich szkół, który byłby drogowskazem, do czego dążymy. Kolejna sprawa to pokazanie, jakich pieniędzy można oczekiwać na wykonanie zadania i skąd będą pochodziły. Wreszcie potrzebne jest współdziałanie wszystkich stron – rządowej, samorządowej, dyrektora szkoły. Tylko wtedy będzie można zaplanować dobrze zakres potrzebnych zmian, bez ryzyka, że niektóre z nich się powielą, bo będą realizowane na różnych szczeblach, o czym każda ze stron nie ma pojęcia. Na razie natomiast marszałkowie realizują działania w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych, państwo opracowuje swoje programy, a organy prowadzące, samorządy planują własne wydatki na poprawę standardu szkół.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Artykuł partnerski

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.