Autopromocja

Aplikacja adwokacka do likwidacji [FELIETON]

paragraf, prawo
Aplikanci po wielokroć narzekają na jej niski poziom – co nie dziwi, gdyż wykłady na aplikacji dostają z reguły działacze samorządowi. ShutterStock
20 września 2018

Zwolennicy samorządowej aplikacji adwokackiej (z reguły wykładowcy dla aplikantów) zaklinają się, że jest ona najlepszym sposobem przygotowania do wykonywania zawodu adwokata. Tak istotnie było w zamierzchłej przeszłości, teraz jednak pora zastanowić się nad celowością utrzymania tak kosztowej i dysfunkcjonalnej instytucji, która koniec końców nie przynosi efektów na miarę oczekiwań. Zamiast tego wprowadzić należy instytucję adwokatów na próbę, wpisywanych zaraz po zdaniu egzaminu adwokackiego.

W ostatnim czasie na łamach prasy powrócił temat reformy aplikacji adwokackiej. Jej zwolennicy domagają się głównie zniesienia monopolu samorządów prawniczych i dopuszczenia możliwości prowadzenia aplikacji prawniczej przez uczelnie wyższe. Chodzi oczywiście o ogromne pieniądze, które płacą aplikanci za możliwość odbywania aplikacji. Kwota kilkunastu tysięcy złotych jest nie lada gratką dla uczelni, a z tej samej przyczyny ryzyko utraty monopolu jest zmorą dla rzeszy adwokackich działaczy samorządowych, którzy utrzymują się z lukratywnych posad wykładowców dla aplikantów. W obronie status quo podnoszą oni tysiąc ogranych argumentów wskazujących na wyższość tradycyjnego sposobu kształcenia adeptów adwokackiej profesji na zasadzie mistrz-uczeń, czego w żaden sposób nie zastąpi aplikacja uniwersytecka.

Opinia publiczna te argumenty znakomicie zna, bo powracają one bez przerwy, jak refren od kilkunastu lat, gdy w 2003r. rozpoczęła się debata o konieczności otwarcia zawodu adwokata. Rozpoczęte wtedy zmiany spowodowały, że do zawodu adwokata została dopuszczona obszerna rzesza osób w trybie pozaaplikacyjnym, jak np. osoby z kilkuletnią praktyką prawniczą, albo doktorzy prawa. Z moich obserwacji wynika, że wcale one sobie gorzej nie radzą, niż absolwenci aplikacji, a w kronikach kryminalnych, jako czarni bohaterowie, są wręcz rzadziej spotykani. A i sama tzw. tradycyjna aplikacja w stała się niekiedy fikcją. W Warszawie tradycyjnym patronatem cieszy się od czasu otwarcia aplikacji tylko garstka aplikantów, reszta patrona widuje okazjonalnie, albo i wcale. Pracują zaś aplikanci gdziekolwiek, większość poza kancelariami adwokackimi. Nawet tradycyjna funkcja zastępowania adwokata na łatwiejszych sprawach, na mocy substytucji podupada. Aplikanci adwokaccy mogą zresztą zastępować i radców prawnych. Część aplikantów nawet prowadzi prawniczą działalność gospodarczą – tych w żaden sposób nie można kwalifikować jako adwokackich czeladników.

Słowem, w skali kraju aplikantów łączy jedynie płacenie wyśrubowanych opłat za aplikację, a także nauka teoretyczna do egzaminu adwokackiego. Aplikanci po wielokroć narzekają na jej niski poziom – co nie dziwi, gdyż wykłady na aplikacji dostają z reguły działacze samorządowi. Niczym omnibusy przy tym wykładają z wielu przedmiotów jednocześnie, tak jakby z wysoką funkcją samorządową spływała na nich prawnicza mądrość. W efekcie aplikanci muszą płacić drugi raz za profesjonalne kursy przygotowawcze do egzaminu adwokackiego. Wysoka skuteczność tychże jest zaś solą w oku działaczy adwokackich.

Tak pokazana wyżej aplikacja w istocie nie służy niczemu, poza drenowaniem kieszeni aplikantów. Zamiast tego lepiej znieść ją w ogóle, a wpisywać na listy adwokackie wszystkich, którzy zdadzą państwowy egzamin adwokacki. Egzamin taki obejmowałby materię jednocześnie obecnego egzaminu wstępnego, czyli test z wiedzy prawniczej, oraz umiejętność pisania pism. Sprawą zaś kandydatów by było, czy i jakie kursy przygotowawcze do tego egzaminu by sobie ufundowali. Pierwszy wpis by był warunkowy, na okres powiedzmy 3 lat, a jeżeli w tym czasie adwokat nie popełni deliktu dyscyplinarnego, wpis taki stawałby się bezterminowy. W ten sposób młodzi ludzie by nie musieli płacić ogromnych pieniędzy na niecelowe instytucje, a samorząd zawodowy miałby możliwość praktycznej weryfikacji nowych adeptów zawodu.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: gazetaprawna.pl

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.